Gdy Ci się nie chce…

Znasz to obezwładniające uczucie, gdy masz tak wiele rzeczy do zrobienia, a zwyczajnie… Ci się nie chce? I nie chodzi tu o to, że jesteś chora, zmęczona lub przygnębiona. Po prostu Ci się nie chce.

Ja też je znam. I to dobrze! I kiedyś miałam z jego powodu wyrzuty sumienia. A teraz? Teraz nauczyłam się je produktywnie wykorzystywać.

Praca, praca i praca

Pamiętam, że jeszcze całkiem niedawno dopadały mnie wyrzuty sumienia, gdy w ciągu tygodnia roboczego zbyt długo spałam, nie napisałam wystarczająco dużo lub poświęcałam czas sobie, a nie pracy. Nie potrafiłam cieszyć się wizytą u kosmetyczki, bo podświadomie czułam, że w tym czasie mogłabym pracować. Okropny nawyk, który psuje każdą napotykaną radość. Z czasem jednak zrozumiałam, że na życie składa się wiele elementów. Ba! Ja już dawno temu to wiedziałam, ale jakoś tak… nie umiałam tego wprowadzić u siebie. W efekcie ciągle czułam się zirytowana, niespełniona i zabiegana. Poczułam, że muszę coś z tym zrobić, bo okropnie mnie to męczy.

I nie, nie wpadłam na żadną przełomową myśl. Wprowadziłam za to samodyscyplinę i nauczyłam się zdrowego egoizmu. Wiem, że ciągłe niespełnienie źle wpływa na nasze samopoczucie. Wiem również, że człowiek zmęczony, zabiegany i sfrustrowany to człowiek nieszczęśliwy. Dlatego też w każdej sytuacji, w której dopadały mnie wyrzuty sumienia samej sobie robiłam awanturę. Upominałam się. Każdemu należy się odpoczynek, bo osoba, która ciągle myśli tylko o obowiązkach jest zwyczajnie… nudna, zaniedbana i niezdrowa. I do mnie przemówił przede wszystkim ostatni argument.

Zdrowie

Co ciekawe – dość szybko zdałam sobie sprawę z faktu, że zdrowie mam jedno. To banalne spostrzeżenie, ale często dostrzegam, że dopiero w momencie, w którym nasze ciało się starzeje lub chorujemy, zaczynamy to rozumieć. W pewnym momencie przestało mi zależeć na smukłym ciele i mądrej głowie. Albo inaczej – nie było to celem samym w sobie. Zaczęłam obserwować swój organizm i wsłuchiwać się w jego potrzeby. To niełatwe, ale możliwe. I wtedy odkryłam, co mi służy, a co niekonicznie. Poczułam, że traktuję swoje ciało jak śmietnik i zwyczajnie się wkurzyłam! Nie chciałam tego. Zaczęłam poważnie myśleć o zmianach. I stale je wprowadzam – zarówno w kwestii diety i aktywności, jak i w moim podejściu do życia. Ciągłe stawianie sobie wymagań i niedopuszczanie chwili słabości prowadzi do stresu i wypalenia. A czy ja tego chciałam? Na pewno nie!

Zaprzyjaźnij się ze sobą!

W swoich tekstach niejednokrotnie wspominam o tym, że najważniejszą relację w całym swoim życiu tworzymy z samym sobą. I brzmi to dziwnie, dopóki się w to nie zagłębimy. Ale czy wyzywasz swojego przyjaciela od leni i nierobów, gdy pozwoli sobie na wolniejszy i spokojniejszy dzień? Czy mówisz mu, że do niczego się nie nadaje, gdy dopada go lenistwo? Nie! Bo rozumiesz, że to zupełnie normalne i każdy z nas potrzebuje chwili odpoczynku. Dlaczego więc odzywasz się tak do siebie? Myślałeś kiedyś o tym?

Przestałam stawiać sobie ciągłe wymagania. I nie, nie chodzi tu o rezygnację i odpuszczanie sobie. Po prostu rozumiem, że są dni, gdy jestem w stanie dać z siebie wszystko, ale i jest wiele dni, gdy potrzebuję ciszy i wolniejszego tempa. I to jest ok, to jest zdrowe. Dodatkowo, co ciekawe – to właśnie w te spokojniejsze dni wpadają mi do głowy pomysły na nowe artykuły, teksty do książki, ścieżki rozwoju. W momencie, w którym zaczęłam akceptować swoje słabości, zaczęłam siebie naprawdę słuchać. I tym samym zrobiłam sobie piękny prezent – zaczęłam robić to, na czym naprawdę mi zależy.

Co robić w gorsze dni?

Przestałam się zmuszać. Bardzo rzadko dopadają mnie dni, gdy zupełnie nic mi nie wychodzi. Ostatni taki dzień był kilka miesięcy temu i wtedy od rana do wieczora oglądałam serial. Tak po prostu. Za to znacznie częściej mam dni, gdy potrzebuję wolniejszego tempa i częstszych przerw. I pozwalam sobie na to. Nauczyłam się przeplatać obowiązki z przyjemnościami (to akurat zaleta pracy w domu). Zajmuję się chwilowo tym, na co mam ochotę – czytam, idę na zakupy, ćwiczę, śpię, spotykam się z kimś – bo wiem, że za godzinę lub dwie znów usiądę przy laptopie i będę mieć świeży umysł. Minusem takiego gospodarowania czasem jest to, że dzień roboczy kończę nawet o 21. A zaczynam jak wstanę. Może to niektórym nie odpowiadać. Ja za to nie potrzebuję jasnych granic pomiędzy obowiązkami zawodowymi, a resztą dnia, więc mi to pasuje. Jeśli i Ty często zmuszasz się do czegoś, na co nie masz ochoty, to może spróbuj inaczej planować swój czas? I choć niektórych obowiązków nie możemy przenieść, to inne już tak.

Kilka dni temu w moje ręce wpadła książka, która całkowicie pochłonęła moje myśli (recenzja już w środę!). Ciągle analizowałam i nie byłam w stanie stworzyć nic wartościowego. I co zrobiłam? Czytałam. Skończyłam przed 20. Przeplatałam czytanie z obowiązkami i pracą, choć głównie siedziałam z książką w ręku. I to też jest ok. A dlaczego? Bo już następnego dnia skończyłam pracować dopiero o 19 i rachunki się wyrównały. Dlatego też nie zachęcam Cię do permanentnego lenistwa, ale świadomego gospodarowania czasem. Wsłuchuj się w siebie i wybieraj to, co dla Ciebie najlepsze.

Bądź swoim przyjacielem, a Twoje ciało Ci się odwdzięczy. Jednego dnia wypoczniesz, a drugiego ze zdwojoną siłą zrealizujesz wszystko, co musisz. Tak naprawdę się da.

2 - liczba komentarzy dla “Gdy Ci się nie chce…“

  1. Super wpis! Dziękuję, dałaś mi do myślenia 🙂 Więc nie ma nic złego w tym, że czasem po prostu Ci się nie chce! 🙂 Fajnie to zrozumieć i korzystać z tego w granicach rozsądku.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *