Gdy rośnie Ci serce

Dziś pragnę wrócić do jednego z moich krótkich tekstów, który wywołał największe zainteresowanie moich czytelników i wielokrotnie przekazywany był dalej. Cieszę się, bo świadczy to o ludzkiej wrażliwości i zwiększającej się świadomości.

Kilka faktów

Kto mnie zna, ten wie, że nie wyobrażam sobie życia bez kotów. Traktuję je jak członków mojej rodziny, bo właśnie nimi są. Ukochanymi towarzyszami, którzy zawsze okażą swoje zainteresowanie, ucieszą się, gdy mnie zobaczą i będą chciały spędzać ze mną swój czas. Moja najmłodsza kotka (reszta maluchów mieszka w moim domu rodzinnym) jest bardzo towarzyska i wita się z każdym, kto do nas przyjdzie. To urocze, ale jednocześnie przerażające. Strzegę jej jak oka w głowie, bo wiem, że jest bardzo ufna. Nigdy nie doznała krzywdy, więc to w sumie zrozumiałe. Pilnuję, by zawsze była bezpieczna i nie miała możliwości swobodnego wychodzenia. Dlaczego? Bo mieszam w miejscu otoczonym ludźmi. A ludzie – niestety – nie zawsze potrafią zachować się godnie. Stąd też mój dzisiejszy artykuł.

Podróż do domu. Nasze pierwsze, wspólne zdjęcie. 🙂
Przyzwyczajamy się do siebie.

Empatia

Dziwi mnie, że w dobie takiego rozwoju i dostępu do informacji wciąż pokutuje myślenie “to jest kot, to sobie poradzi”; “wyliże się z tego, do lekarza to chodzą ludzie, a nie zwierzęta”; “kot je myszy, a nie karmę” itp. To świadczy o naprawdę ogromnej ignorancji i braku empatii lub zwyczajnej głupocie. Brak wiedzy można jeszcze zmienić, ale z empatią… bywa trudniej. Denerwuje mnie traktowanie zwierząt jak przedmiotów, które mają bronić domu lub być chwilową maskotką, a jak się zestarzeją lub rozchorują to zostają wyrzucone. Nie rozumiem, jak tak można.

O jedną z naszych kotek, chorą na białaczkę walczyliśmy z rodziną przez prawie dwa miesiące – aż do jej śmierci. Przecież można od razu uśpić, pozbyć się “problemu”. Przecież można też oddać schorowanych rodziców do hospicjum lub wyrzucić noworodka i pozbyć się “problemu”. I nie, nie dziw się, że porównuję zwierzęta do ludzi, bo i jedni i drudzy są członkami rodziny. Członkami, którymi w czasie choroby i niedyspozycji powinniśmy się opiekować i pomóc im przez to przejść.

Chodzimy na wspólne spacery i to jedno z naszych ulubionych zajęć! 🙂
Trochę kot, a trochę… kangur?

To nie zabawka

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że niektóre schroniska blokują możliwość adopcji psów i kotów w okresie bożonarodzeniowym. Rozgoryczeni doświadczeniem z poprzednich lat zauważyli, że część osób adoptuje zwierzęta, by po kilku dniach je zwrócić. Jak niespełniający wymagań towar. Obrzydliwe, wynaturzone, pozbawione ludzkich odruchów zachowanie. Nie wierzę, że niektórzy są tak głupi, by nie dostrzec, że zwierzęta się przywiązują, szukają bezpieczeństwa, tęsknią, troszczą się. Kochają…

Podobnie zresztą w sytuacji, gdy wyjeżdża się na wakacje, przeprowadza, oczekuje dziecka. Nie ma miejsca dla zwierząt w nowym domu lub na nowym etapie życie niektórych osób. W takich sytuacjach mam głęboką nadzieję, że i dla tych osób braknie w pewnym momencie miejsca w rodzinie. Brzmi brutalnie, ale nie jestem w stanie współczuć osobom zachowującym się w taki sposób. Po prostu nie. Po to mamy uczucia, by kochać i się troszczyć, a nie bawić się i szukać jedynie swojej wygody.

Pierwszy raz widzi aparat.
Kilka dni po sterylizacji. Dużo się tuliłyśmy. Marlena nie chciała schodzić nam z rąk. Przeszliśmy przez to wspólnie. 🙂

Ufam Ci, Człowiek

Na koniec zapraszam Cię do przeczytania mojego krótkiego tekstu, który wywołał w moich czytelnikach tak wiele serdecznych reakcji. Dzielcie się nim, uświadamiajcie tych, którzy nie ze swojej winy pewnych rzeczy po prostu nie wiedzą i kochajcie futrzaki. Więcej już nie mówię – poniższy tekst wszystko Wam opowie.

Ufam Ci, Człowiek. 🙂

Ufam, że zawsze będzie mi ciepło i wygodnie, a mój brzuszek będzie pełny.

Ufam, że będziesz cierpliwy i pokażesz mi, jak powinnam się zachowywać.

Jestem tylko małą, niewinną istotą, która wielu rzeczy nie rozumie. Dlatego proszę Cię, byś był moim przewodnikiem w wielkim, niezrozumiałym dla mnie świecie.

Ufam, że zawsze będę dla Ciebie ważna, jak i Ty jesteś dla mnie.

Mam tylko Ciebie, Twoją miłość i czułość. Wierzę, że żadne wybryki, problemy i narodziny dzieci nie zsuną mnie na dalszy tor. Też mam uczucia i każde odtrącenie sprawia mi wielką przykrość.

Ufam, że mi pomożesz, kiedy coś mnie zaboli lub zaniepokoi.

Ja nie potrafię się sama wyleczyć lub uspokoić, gdy coś mnie wystraszy. W Twoich rękach jest moje zdrowie, radość i szczęście.

Ufam, że mnie nigdy nie porzucisz.

Ja się dla Ciebie staram, naprawdę! I choć czasem coś napsocę, pogryzę i zsikam, to nie robię tego złośliwie. Po prostu jestem kotem, któremu czasem może się coś pomylić. Mam tylko Ciebie. Nie znam świata, nie potrafię zadbać o swoje bezpieczeństwo. Moje życie jest w Twoich rękach.

Ufam, że mnie nigdy nie skrzywdzisz.

Jeżeli do Ciebie podchodzę, to znaczy, że chcę się pobawić, przytulić lub jestem głodna. Ufam, że o mnie zadbasz. Jakakolwiek krzywda jest dla mnie niewyobrażalna. Nie wiem, jak można ranić bezbronne, niewinne stworzenia, które upominają się o okruch ludzkiej tkliwości.

Ufam, że mnie zrozumiesz.

Ja też mam uczucia, jak Ty. Też mi jest zimno, jestem głodna, zmęczona i czasami boli mnie brzuszek. Nie zawsze mam ochotę się bawić, czasem wolę samotnie poleżeć.

Masz rozum, Człowiek.

Jesteś za mnie odpowiedzialny. Nigdy o tym nie zapominaj. A ja Ci się odwdzięczę – wiernością, czułością i radością na Twój widok.

Link do tekstu: Kliknij tutaj 🙂

2 - liczba komentarzy dla “Gdy rośnie Ci serce“

  1. Niestety ludzie bywają podli. Nie mam pojęcia, jak można traktować zwierzę jak rzecz, jak zabawkę, która gdy się znudzi zostanie wyrzucona. Sama mam kota, i jest to najwspanialsze zwierze pod słońcem. Jest z nami troszkę ponad roczek. Wiadomo, były chwile, w których trzeba było zabrać go do weterynarza, aż serce się krajało na widok tego, jak się męczy. Swoją pierwszą przygodę z weterynarzem zaczął, gdy był już w takim wieku, gdzie spokojnie mógł zostać wykastrowany. Dużo było komentarzy ludzi, że o co, że to kot a nie kotka, to “problemu” nie przyniesie. Ludzie niestety wciąż uważają, że z kotem nic robić nie trzeba, dlatego to najlepsze rozwiązanie, bo nie będzie mieć kociaków. Niestety mieć będzie- tylko jak nie w Twoim domu, to w innym. Kotka raczej sama potomstwa nie zrobiła. Ale ludzie uważają, że jeśli te maleństwa nie są w ich domu, tylko czyjaś kotka ma małe, to to nie ich problem. Ludzie bardziej powinni być uświadamiani, ponieważ przez brak kastracji i sterylizacji, męczą się kolejne małe zwierzątka, które są odrzucane, wyrzucane na dwór, oddawane do schroniska lub co gorsza wywożone. Był słaby, czuwałam przy nim dzień i noc, a na zabieg zdecydowałam się wtedy, gdy wiedziałam, że kolejne kilka dni będę mieć wolne, aby w razie czego być przy nim. Później, jako, że to kot wychodzący, zdecydowaliśmy się na serię zastrzyków przeciwko chorobom zakaźnym. Niestety, po ostatnim, pojawiły się komplikacje, kotek miał gorączkę, był osłabiony. Jak można było zostawić go samemu sobie w takiej chwili? Pomimo, że był to niedzielny wieczór, dzwoniłam do weterynarza, który na całe szczęście nam pomógł. W późniejszym czasie, strasznie zaczął kaszleć, było słychać, że coś jest nie tak, nie mógł nic zjeść ani nawet napić się wody, bo objawy się nasilały. Na całe szczęście dostał antybiotyki u weterynarza, do którego od razu pojechałam. Okazało się, że nasz biedaczek załapał zapalenie krtani. Wizyty kontrolne były nieuniknione, ale nigdy bym nie pomyślała, że mogę mu nie pomóc. Pomagam mu tak, jak mogę. Kot jest jak dziecko, które nie poradzi sobie bez rodzica w tym trudnym świecie, a w dodatku ma utrudnioną sytuację, ponieważ on nie powie nam co go boli i co mu dolega. A to jaki jest na co dzień, wynagradza wszystkie złe chwile w których człowiek musiał bać się o jego życie.

    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Kot jest trochę jak dziecko, za które jesteśmy odpowiedzialni. Musimy go obserwować, bo on sam nam nie powie “ej, człowiek, boli mnie brzuch!” lub cokolwiek w tym stylu.
      A co do ludzkiej świadomości… boli mnie ludzka ignorancja. Nie znoszę stwierdzenia “to jest kot, to się wyliże”. No ale cóż – warto pocieszać się faktem, że coraz więcej osób wybiera świadomie i rozumie, że zwierzę to członek rodziny, a nie zabawka i zupełnie obcy byt. 🙂

      Ps. Ze sterylizacją naszej kotki też mieliśmy przejścia… To jednak chyba temat na oddzielny artykuł. 🙂 Cieszę się, że decydujesz się na odpowiedzialną opiekę i nie zostawiasz kota, gdy ten Cię potrzebuje. Oby więcej takich osób!

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *