Wypalenie – i co dalej?

Jak to jest, że jednego dnia człowiek czuje się szczęśliwy, a następnego… kawa przestaje smakować, partner nas irytuje, a w pracy czujemy się tłamszeni? Jak sobie poradzić, gdy zaczniemy się wypalać? Co zrobić, by nie zagrzebać w sobie radości spowodowanej prozaicznymi rzeczami?

Punkt widzenia

Większość osób prędzej czy później zaczyna czuć się wypalonym. I nawet nie chodzi tu o całe nasze życie, ale konkretne jego sfery. Ja sama doświadczyłam tego kilka miesięcy temu. Odkąd zaczęłam pracować zastanawiałam się, w jaki sposób pogodzić życie prywatne z zawodowym. Gdy zakładałam swoją rodzinę chciałam, by to ona była moim priorytetem. Nie wyobrażałam sobie, by plany pracodawcy miały ingerować w nasze decyzje oraz to, kiedy będziemy w stanie spędzać wspólnie czas. Udało mi się znaleźć pracę marzeń, połączoną z moimi pasjami – copywriting. Pisałam, pracowałam z domu, bez zbędnych wymogów. I powinnam być zadowolona, ale już po kilku miesiącach… przestałam.

Zaczęły mi przeszkadzać nudne tematy lub ich brak, upierdliwi klienci, nie zawsze satysfakcjonujące zarobki. Pamiętam, że pomogła mi wtedy książka Reginy Brett “Bóg zawsze znajdzie Ci pracę”. Autorka pokazała, że to nie nasza praca sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi i niespełnieni, ale nasze nastawienie do niej! Boże, jakież to było prawdziwe! I gdy już zaczęłam szukać innej pracy, przestałam i postanowiłam skupić się na tym, co robiłam dotychczas. Czyż nie tego pragnęłam? Czyż nie tego szukałam przez wiele miesięcy? Skąd więc moje złe nastawienie?

Po co to robisz?

Zrozumiałam, że to nie samo zajęcie stanowiło problem, ale to, w jaki sposób do niego podchodziłam. Potrzebowałam rozgraniczenia pomiędzy obowiązkami, a resztą dnia. Zaczęłam więc zabierać laptopa i szłam do kawiarni, do biblioteki. Wprowadzając samodyscyplinę zauważyłam, że nie tylko praca zaczęła mnie cieszyć, ale i wiele innych elementów mojego życia. I myślę, że tak jest w wielu kwestiach. Czasami nudzi mnie rutyna, ale wtedy szybko biję się po głowie. Wiem, że tyle osób chciałoby mieć spokojny dom bez wielkich problemów, zdrowie, szansę na rozwój. To nie nasze życie jest niesatysfakcjonujące, ale to, w jaki sposób do niego podchodzimy.

Pisanie stanowiło dla mnie zawsze sposób poruszania drugiego człowieka, docierania do jego najczulszych punktów. Uwielbiam teksty, które pobudzają mnie do myślenia i powodują głębsze emocje. I sama staram się takie pisać. Pamiętam, jak pewnego dnia dowiedziałam się, że jeden z moich artykułów został pokazany ofierze przemocy domowej. Miał jej uzmysłowić, że nadal jest (i nigdy nie przestała!) być wartościową, piękną i mądrą kobietą. To w jej oprawcy leżał problem, a nie w niej. Poczułam, że idę w dobrym kierunku. I nawet jeśli nie zawsze chętnie siadam przy laptopie, to zawsze staram się to robić z konkretną misją. A to już wynika nie z obowiązków, a mojego nastawienia.

Daj sobie szansę

Jeśli i Ty czujesz, że dobiłeś do ściany i nie wiesz, jak się od niej odbić, daj sobie czas na wprowadzenie zmian. To nie tak, że jednego dnia nie znosisz swojego współpracownika, a następnego będziesz go z radością witać. Warto jednak dotrzeć do sedna problemu i zastanowić się, czy Twoja niechęć nie wynika przypadkiem z wypalenia lub rutyny, a nie innych powodów. Jeśli lubisz czytać, mogę Ci polecić wspomnianą wyżej książkę Reginy Brett. Ba! Polecę Ci ją nawet wtedy, gdy nieczęsto zaglądasz do książek! Faktem jest, że po felietony autorki sięgają osoby niezainteresowane standardową literaturą. Spróbuj i przekonaj się, czy i u Ciebie to zadziała.

Rób sobie przerwy. Staraj się wygospodarować w ciągu dnia 30 minut na spacer. Gdy nie mogę pozbierać myśli, wychodzę z domu i idę przed siebie. Zauważyłam to kilka lat temu, zupełnie przypadkowo, że w trakcie marszu przychodzą mi do głowy jedne z lepszych pomysłów i rodzi się motywacja do działania. Chwilowa zmiana otoczenia, świeże powietrze, przerwa i ciach! To czas, kiedy mogę wsłuchać się w siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy robię wystarczająco dużo. Czy jestem z siebie zadowolona? Co mogę jeszcze zmienić lub wprowadzić? I to naprawdę działa! Wracam do domu z głową cięższą od pomysłów i lżejszą od – tak naprawdę – niewiele znaczących zmartwień.

Jedna zmiana pociąga kolejną

Zauważ, że osoby, które zaczęły regularnie trenować z czasem wprowadziły w swoje życie szereg innych zmian. Albo palacze, którzy zrezygnowali z nałogu i poszukali jego alternatywy. Jedna zmiana pociąga za sobą kolejne. Im mniej mamy czasu, tym więcej nam się chce. Czujemy, że możemy i się w tym spełniamy – a to przynosi nam szczęście. Regularny trening to niewątpliwa korzyść dla zdrowia. Warto jednak zaznaczyć, że uprawianie ulubionej dyscypliny uczy nas gospodarowania czasem – w końcu chcemy poświęcić chwilę na trening. Właściwe gospodarowanie czasem sprawia zaś, że znajdujemy czas na częstsze spacery lub czytanie książek, a to z kolei motywuje nas do zagłębiania się w interesujące nas dziedziny. I tak – stopień po stopniu – wspinamy się ku satysfakcji.

Staraj się ćwiczyć. Jeśli czujesz się wypalony, to skup się na treningach. To naprawdę pomaga. Dajesz sobie wtedy czas na oczyszczenie umysłu, wypocenie stresu oraz irytacji, a w efekcie zyskujesz lepszy humor i chęć do życia. Może połącz swoje spacery z treningami? Pamiętam, że zaczynałam kiedyś od marszobiegów – 2 minuty truchtu i 8 minut marszu. I kilka takich powtórzeń. Dla początkującej mnie to był znaczny wysiłek. Jednak to nie sam trening przynosił satysfakcję, ale to, co działo się w mojej głowie w jego trakcie. Wczesnym rankiem, gdy słońce dopiero wstawało ja biegłam. A w głowie rodziły się pomysły, co zrobić z resztą dnia. To był naprawdę dobry czas.

Polecam i Tobie. Nie zatrzymuj się w miejscu. Jeśli czujesz się wypalony, to nie stój przy ścianie, a skup się na swoich myślach. Możliwe, że potrzebujesz zmienić swój punkt widzenia. Często to nie nasze życie jest beznadziejne, ale nasze myślenie o nim.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *