Mój brzuch i mój wybór

Zastanawiałam się, czy zabrać głos w sprawie zaostrzenia przepisów dot. aborcji. Przeglądam jednak wypowiedzi, artykuły i wyznania innych kobiet i czuję, że muszę. W imię kobiecej solidarności, bronienia własnej godności i stania za świadomymi wyborami.

Czy jestem za aborcją?

Powiem tak: nie jestem za aborcją jako comiesięcznym środkiem antykoncepcyjnym. Jestem jednak za wyborem. Ja mam swoje poglądy, moja sąsiadka ma inne, przyjaciółka inne, jak i każda kobieta… Dlatego też moje poglądy nie mogą wpływać na decyzje innych osób. I uważam, że nikt nie ma prawa nam mówić, w jaki sposób należy postąpić. Niestety, ale ciąże są nierozerwalną częścią naszego ciała. Musimy im podporządkować swoje zdrowie, samopoczucie, karierę, czas wolny… Dlatego też każda z nas ma mieć możliwość wyboru, czy chce się podjąć takiego trudu. I tutaj nie ma miejsca na dyskusje, że należy chronić życie rozwijające się w brzuchu. Jeśli by się rozwijało poza mną, to jak najbardziej. W innym wypadku jednak to ja decyduję i to mnie należy chronić NAJPIERW, bo właśnie to rozwijające się życie wpływa bezpośrednio na moje życie.

Narzucanie swojego zdania

Nie rozumiem, jak można narzucać innym swoje zdanie. Decyzje dotyczące zdrowia, powiększania rodziny, tak naprawdę czegokolwiek, to ma być nasza wolna wola. Każdy z nas ma odrębne ciało, o które powinien dbać i troszczyć się o własne szczęście. Nie może być tak, by inne, zupełnie obce nam osoby decydowały, w jaki sposób mamy postępować. Ja nie wiem, czy mam rację. Tak samo nie wiem, czy Ty masz rację. Dlatego też należy patrzeć przed siebie i nie wchodzić z buciorami do cudzego życia, a tym bardziej sypialni.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o kwestii religijnej. Żyjemy w państwie świeckim (przynajmniej w teorii). Dlatego też nie powinno być tu miejsca na wypowiedzi jakiegokolwiek z wyznań. Jeśli głęboko wierzysz i ufasz, że założenia Twojej religii zakazują aborcji, to jej po prostu nie zrobisz. Nie możesz jednak mówić innym, by i oni jej nie robili. Naprawdę, ale wyznania oraz ich interpretacje skrajnie się różnią, więc podczas ustanawiania jakiegokolwiek prawa kwestie religijnie nie mogą być brane pod uwagę. Nie możesz narzucać innym swojego wyznania.

Piekło

Tutaj wrócę jeszcze do religii, by pokazać pewien odrażający absurd. Spotkałam się już z wypowiedziami kobiet, które nie dokonały aborcji mimo licznych wad płodu, bo bały się piekła. Hmmm… Mam rozumieć, że bardziej się boisz o własną dupę i życie pośmiertne niż cierpienie własnego dziecka? Ja nie wiem, jaką trzeba być egoistką, by mimo wszystko powoływać na świat osoby z licznymi zniekształceniami, które nie panują nad własnym ciałem, są uzależnione od lekarstw, przyzwyczajone do bólu i opieki innych osób. Aborcja nie zawsze jest zła. Czasami to najlepsza i najbardziej szlachetna decyzja!

Czemu potrafimy uśpić cierpiące zwierzęta i czujemy wtedy ulgę? Bo wiemy, że skoro nie było dla nich ratunku, to postąpiliśmy właściwie. Czemu więc nie potrafimy się wspiąć na takie wyżyny emocjonalne i zrobić tego samego dla drugiego człowieka? Sama/sam sobie odpowiedz.

Gwałt

Zgwałcona nigdy nie byłam, lecz rozumiem, że takie doświadczenie może być niezwykle traumatyczne. Wykorzystanie cudzego ciała wbrew woli kobiety (lub mężczyzny) jest obrzydliwe. Ofiary niejednokrotnie latami wracają do równowagi psychicznej. Niektórzy nie wytrzymują i popełniają samobójstwo. Takim kobietom należy pomagać, szukać opieki psychologicznej, być wsparciem. Co natomiast z ciążą, która może się wkraść jako efekt przemocy? Nie nam decydować. Wiem jednak, że prawo powinno być od tego, by pomagać, a nie dodatkowo jeszcze nam dowalać. To ofiara powinna decydować, co zrobi. Czego pragnie. Nie może być tak, że osoba posiadająca plany, samodzielna, pracująca i pnąca się po szczeblach kariery musi podporządkować swoje życie i ciało wbrew własnej woli. Dlatego, że jakiś skur*iel wszedł w nią w akcie przemocy ona ma teraz przejść ciążę i rodzić? (O tym, że poród to nie wizyta w salonie SPA chyba nie muszę mówić). Ludzie! Bądźmy poważni…

Upokarzanie

Wspomnę jeszcze o jednej, istotnej kwestii. Ciąża to domena kobiet. To my nosimy, rodzimy i podporządkowujemy swoje życie drugiej istocie. Jestem więc oburzona próbą podporządkowywania naszych ciał i decyzji prawu. Tym samym traktuje się kobiety jak przedmioty, którymi można rozporządzać, decydować i przymuszać do bólu. Jakbyśmy nie miały głosu. To upokarzające zjawisko, które pokazuje, że czasami nadal traktuje się nas jak maszyny rozrodcze, a nie wolne, samostanowiące o sobie kobiety. Nie wierzę, że przyszło mi żyć w czasach, w których muszę walczyć o to, by moje ciało należało do mnie.

To co ja mam zrobić?

Chcę wyrazić się jasno, żeby po przeczytaniu tego tekstu nie było zbędnych dyskusji i nieporozumień. Dzieci jeszcze nie mam, ale bardzo ich pragnę i mam nadzieję, że w końcu w moim domu zabrzmi ich śmiech. Wiem jednak, że życie nie zawsze jest kolorowe i kobiety stają przed naprawdę trudnymi decyzjami. Muszą wybierać swoje zdrowie lub życie nienarodzonego jeszcze dziecka. Muszą wziąć na swoje barki odpowiedzialność za powołanie na świat istoty, której jedynym uczuciem będzie ból. Nie tak ma wyglądać powiększanie rodziny. Dlatego też należy zrobić wszystko, by POMÓC kobietom przechodzącym tak trudny czas.

Dokopywanie to słaba, żałosna zagrywka. Kobiety zawsze usuwały ciąże. I nadal będą to robić, bo nikt nie będzie za nas decydował. W tym jednak problem, że będziemy musiały wyjeżdżać lub uciekać się do domowych sposobów, zamiast cieszyć się wsparciem i właściwą opieką. Aborcja to żadna przyjemność. To nie tak, że idziemy sobie na zabieg, a godzinę później umawiamy się na kawę i myślimy o zakupach! Aborcja to zwykle ostateczność, która pozwala zachować nas przy życiu lub oszczędzić cierpienia własnemu dziecku. Jakim trzeba być człowiekiem, by kazać kobiecie w bólach rodzić, a następnie patrzeć na umierające dziecko. A pfu!

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *