Jesteśmy szczęściarzami! – “Dziewczyny z Powstania” – 17/2020

“Dziewczyny z Powstania” oraz inne książki z serii o prawdziwych historiach długo już mnie ciekawiły. Ta lektura czekała ponad rok na regale, aż przyszła na nią kolej. I powiem Ci, że nie żałuję, bo jej tematyka idealnie wpasowała się w rzeczywistość kwarantanny i narodowej izolacji. Kiedy już wydaje się, jak beznadziejne i irytujące stało się nasze życie, można zajrzeć do “Dziewczyn z Powstania” i docenić, jak wiele mamy! Boże, jakimi my jesteśmy szczęśliwcami!

“Dziewczyny z Powstania”

Anna Herbich, autorka książki zaprasza nas do rozmowy z jedenastoma kobietami, które w mniejszym lub większym stopniu brały udział w tytułowym Powstaniu Warszawskim. Były sanitariuszkami, łączniczkami, dorastającymi córkami, rodzącymi własne dzieci młodymi kobietami. Pisarka pokazuje, jak wyglądała wojenna rzeczywistość w Warszawie. Razem z nią zaglądamy do biednych domów i ich przestraszonych mieszkańców. Wspólnie z nimi boimy się o bliskich, lękamy się przesłuchań i tortur. I nade wszystko chcemy walczyć – o godność, wolność, swobodę decyzji i szczęście naszych rodzin.

Niejednokrotnie już zastanawiałam się, co ja bym zrobiła, gdyby przyszło mi doczekać wojny. Mam nadzieję, że się nigdy nie dowiem. Jednak “Dziewczyny z Powstania” sprawiły, że i ja poczułam ich bunt. Zaglądając do Warszawy sprzed prawie 80 lat poczułam ich nienawiść, ból, żądzę walki. Zrozumiałam, dlaczego nie widziały wyjścia. Każda z tych kobiet jest bohaterką. Warto posłuchać, co mają nam one do powiedzenia.

Emocjonalna lektura

Przed Tobą książka, która autentycznie wzrusza. I to nie dlatego, że powieściopisarz ma bujną wyobraźnię i potrafi stworzyć wyciskasz łez. Gdy uświadomisz sobie, że historie zawarte w dokumencie wydarzyły się naprawdę, zmienia się punkt widzenia. Towarzyszymy kobiecie, która 1 sierpnia 1944 roku w południe urodziła syna, a o 17 wybuchło Powstanie. Słyszymy jej rozpacz, rozumiemy strach o męża i żądzę walki o przetrwanie maleńkiego dziecka. Rozmawiamy z młodą dziewczyną, której narzeczony zginął w trakcie walk. Po wojnie wyszła za mąż za kogoś innego, ale to już nie była ta sama miłość…

Przyglądamy się wspomnieniom dziecka, które dopiero staje się nastolatką i przywołuje obraz ojca. Przed wojną ważył ponad 100 kg, w dniu śmierci, w obozie, ledwie ponad 40. Idziemy śladami dawnej mieszkanki Pałacu w Wilanowie, której to rodzina utraciła go w trakcie wojny. Choć ona przeżyła, to domu już nikt jej nie zwrócił. Dziś jedynie może go zwiedzać, ale eksponatów dotykać nie wolno. Już nie poczuje się swobodnie w dawnej sypialni, swoim nastoletnim łóżku… Gdy rozumiemy, że te historie są prawdziwe, serce się ściska. Lektura dostarcza wielu emocji. Wzrusza, każe się zastanowić i nade wszystko docenić swoją wolność, bliskość ukochanych osób i szanse, które posiadamy.

Trzeba pamiętać

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że nauka historii w szkołach jest bezsensowna i powinna zostać wycofana lub przynajmniej znacznie okrojona. Jest mi wtedy zwyczajnie smutno, że młode osoby patrzą jedynie do przodu i nie mają ochoty zerknąć czasem za siebie. W “Dziewczynach z Powstania” kilkukrotnie trafiałam na przytoczone wypowiedzi uczestników Powstania. Byli oni świadomi tego, że mogą zginąć. Co wtedy odpowiadali? Nieważne, że oni zginą. Ważne, że kolejne pokolenie będzie już wolne. Wolą umrzeć, by inne osoby miały swobodne, bezpieczne życie.

Trzeba być dupkiem, żeby całkowicie negować wagę pamiętania o przeszłości. To z niej się wywodzimy, korzystamy z dokonań naszych przodków i dzięki nim żyjemy w takim, a nie innym świecie. Myślę, że niejednemu przydałoby się trochę pokory w tym codziennym pędzie ku własnym przyjemnościom i osiągnięciom. Nie żyjemy tylko dla siebie, a ten świat nie jest naszą własnością. Jesteśmy jedynie lokatorami gigantycznego cmentarzyska.

Książki w trakcie pandemii

Przez ostatnie dwa miesiące mieliśmy znacznie więcej czasu, niż zwykle. Mogliśmy skupić się na tym, na co dotychczas nie wystarczało nam siły lub godzin w ciągu doby. Jedną z takich rzeczy są dobre książki. I ja w marcu oraz kwietniu rozpieszczałam się pod tym względem. “Dziewczyny z Powstania” to dobra i ważna pozycja, która świetnie wpasowała się w realia ostatnich tygodni. Gdy siedzieliśmy zamknięci w domach mogliśmy docenić, że wcale nie jest tak źle. Jesteśmy bezpieczni, nikt nie czeka na to, by zastrzelić naszych bliskich, a w nocy nie musimy się martwić o zbombardowanie. Wrzucony wyżej cytat szczególnie przykuł moją uwagę i pokazał, że naprawdę nie warto aż tak się użalać. 

Jest dobrze. A nawet bardzo dobrze! Powoli nasza rzeczywistość wraca do normy. Nie zapomnij jednak o tym, by w trakcie cieszenia się z odzyskanej wolności sięgnąć czasem po lekturę. “Dziewczyny z Powstania” z czystym sercem polecam. Ja daję 10/10. 😉 

Ps.

Jeśli Cię tu jeszcze nie ma, to nie zapomnij dołączyć do naszej grupy na Facebooku! Kliknij tutaj 🙂

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *