Asertywność, czyli bądź sobie wierny

Pogadajmy dzisiaj o asertywności, czyli o tym, by być wiernym sobie, swoim przekonaniom i planom. Widzę, że problemem wielu osób jest brak asertywności, a co za tym idzie – zdrowego egoizmu. Nie potrafimy odmówić koleżance spotkania w barze, choć nie znosimy hałaśliwej muzyki i pijanych ludzi. Nie wiemy, jak powiedzieć, że nie mamy ochoty odrabiać za kogoś pracy i w efekcie zajmujemy się obowiązkami kolegi zza biurka, który w tym czasie ma już wolne. Znajome, prawda?

Asertywność, czyli nie tak łatwo odmówić

Pamiętam, że jako młodziutka dziewczyna nie potrafiłam powiedzieć wprost, że coś mi nie pasuje, nie mam ochoty iść na imprezę lub spędzać popołudnia w obcym towarzystwie. Wyciągana przez znajomych wymyślałam setki wymówek, zanim potrafiłam powiedzieć wprost: chętnie umówię się na kawę, ale do klubu się nie wybieram. To oczywiście przykład, ale dobrze wiem, jak trudno jest innym odmawiać. O asertywności możemy mówić w różnych kontekstach. Mamy z nią problem, jeśli:

  • nie potrafimy odmówić namolnej koleżance z pracy odrobienia za nią jej obowiązków
  • nie chcemy przyznać, że nie mamy na coś ochoty i wymyślamy wymówki
  • nie potrafimy odmówić, gdy ktoś prosi nas o przysługę, a jej wykonanie koliduje z naszymi planami lub jest po prostu dla nas niekomfortowe
  • nie umiemy odpędzić od siebie namolnego bezdomnego, tylko za każdym razem dajemy mu pieniądze
  • nie potrafimy odmówić na spotkaniu kolejnego kawałka ciasta, choć na co dzień jesteśmy na restrykcyjnej diecie
  • nie umiemy się odezwać i stanąć w swojej obronie (lub innego człowieka), gdy ktoś nas obraża, jest złośliwy lub zachowuje się nie w porządku.

Metoda małych kroczków

Asertywność jest bardzo ważna. Jeśli nie chcesz przez całe życie robić rzeczy, na które nie masz ochoty, to musisz nauczyć się mówić o swoich uczuciach, przemyśleniach i dylematach. Ja wiem, że to nie jest łatwe i czasami trudno będzie powiedzieć to, co naprawdę gra Ci w sercu. Ale to jedyna droga, by być wiernym sobie. Cholera! Jesteś wierny żonie/mężowi, to tym bardziej powinieneś być samemu sobie! Pamiętaj, że w odpowiednim porządku na pierwszym miejscu powinieneś stawiać siebie, a dopiero później innych.

Mam dla Ciebie radę: spróbuj pracować nad pewnością siebie i umiejętnością wyrażania swojego zdania. Może nie od razu Ci się uda, ale jeśli wiesz, że ta jedna koleżanka za każdym razem nadużywa przyjacielską życzliwość, to porozmawiaj z nią. Nie odmawiaj od razu, ale zapytaj, dlaczego po raz kolejny prosi Cię o przysługę, czemu nie może sama zająć się swoimi obowiązkami i zauważ, że to nie jest w porządku, że Ty pracujesz, gdy ona odpoczywa. Stawiaj małe kroczki i powoli przesuwaj granicę. Musisz pracować nad nieśmiałością, strachem, a w końcu asertywnością. Tylko tak unikniesz niekomfortowych sytuacji.

Postaw na szczęście

Pamiętam, że mając 15-16 lat byłam bardzo zakręcona na punkcie handmade. Potrafiłam przez cały weekend siedzieć z drutami w ręku i dziergać koce lub haftować obrazy. Mało modne zajęcie dla nastolatki, wiem. Większość moich znajomych nie potrafiła tego zrozumieć i zasypywała mnie propozycjami: tu impreza, tam impreza, tu wyjazd na łyżwy, tam wyjście do kina. Gdy weźmiemy jeszcze pod uwagę moją introwertyczną naturę i antyspołeczne usposobienie, to ich propozycje naprawdę nie były dla mnie atrakcyjne… (Teraz już nie jestem taka zamknięta, ale wciąż zdystansowana). W końcu zaczęłam mówić otwarcie o swoich uczuciach i stosunku do takich spotkań. Większość nie zrozumiała, ale przynajmniej zostawili mnie w spokoju. Zaczęłam mówić wprost: na kawę zawsze chętnie, ale kluby nie są dla mnie. I tak zyskałam spokój – nie tylko wśród znajomych, ale przede wszystkim w samej sobie. Jakbym zrzuciła z siebie jakiś ciężar i nie musiała się ukrywać.

Przyznawanie się do swoich odczuć jest nie tylko wiernością samej sobie, ale i szczerością wobec ludzi, których uznaje się za przyjaciół. Znajomi odgrywają w moim życiu ważną rolę i praktycznie nie ma tygodnia, bym się z kimś nie umówiła. To kawa, to bilard, to jakieś kameralne spotkanie w kilkuosobowym gronie. Czuję się w porządku, że od dobrych kilku lat mówię wprost o tym, co mi odpowiada i w jakich miejscach czuję się komfortowo. Dzięki temu praktycznie nie zdarzają mi się nieprzyjemne sytuacje. Gdy ktoś proponuje mi coś, co wykracza poza moją strefę komfortu i wiem, że to mnie w żaden sposób nie rozwinie, to po prostu odmawiam. I nie, nie chowam się za wymówkami. 🙂 Mówię szczerze o swojej awersji i czuję się w porządku, że nikogo nie oszukuję.

Jak zacząć?

Myślę, że dobrym początkiem w walce o swoją asertywność jest uświadomienie sobie, że nieumiejętność odmawiania to tak naprawdę oszustwo. Jesteśmy nie w porządku – wobec siebie i osób, na których prośby przystajemy. Przez to nie pokazujemy swoich uczuć, chowamy się, a później tylko się wkurzamy, że robimy coś, na co w ogóle nie mamy ochoty. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, na jakie prośby jesteśmy w stanie przystać, wobec kogo chcemy być życzliwi i gdzie jest granica, której nie chcielibyśmy przekroczyć. A później pozostaje praca nad sobą i jak to się mówi – posiadanie języka w gębie.

Zadbaj o siebie, bo nikt inny tego nie zrobi. 🙂

Ps.

Zapraszam na naszą grupę na Facebooku! Kliknij tutaj 🙂

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *