“Ania z Zielonego Wzgórza” – 43/2020

Któż z nas nie podążał razem z Anią przez ogromne, Zielonego Wzgórze, na którym zawsze czekała wymagająca Maryla i kochający Mateusz? Myślę, że niejeden z nas ma takich bohaterów lub nawet całe serie książkowe, które przyspieszają bicie serca i zawsze budzą wzruszenie.

Moją ukochaną, wyczekaną i ogromnie nostalgiczną historią jest “Ania z Zielonego Wzgórza”. Towarzyszę jej w kolejnych powieściach napisanych przez Lucy Maud Montgomery i zaglądam do maleńkiego pokoiku na facjatce, który stał się pierwszym prawdziwym domem rudowłosej dziewczynki. Zacznijmy może więc od tego, że:

Najgorsze jednak w wyobraźni jest to, że nadchodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie, a to bardzo boli.

Dlatego postaram się, by te marzenia trwały jak najdłużej, a dźwięki domu z Avonlea rozbrzmiewały jeszcze przez długi czas.

Ania z Zielonego Wzgórza

W opowieściach o Ani zakochałam się jeszcze w podstawówce, gdy udało mi się przeczytać książkę, a później trafiłam na ekranizację z lat 80 XX wieku. Spoglądałam zakochana i nie potrafiłam zrozumieć, skąd we mnie tak wielka nostalgia. To jedna z niewielu historii, które budzą tak intensywne emocje i sprawiają, że ogarnia mnie wielka tęsknota za życiem tamtych lat. Gdy odnalazłam serial “Ania, nie Anna” na Netflixie obiecałam sobie, że kiedyś kupię całą serię powieści o Ani i przeczytam je jedna po drugiej. Przyszła jesień, doskonała pogoda na długie wieczory pod kocem, więc kupiłam swoje książeczki.

Początkowo szukałam nowego wydania w grubej oprawie, ale niestety… O ile pierwsze trzy książki z serii udało mi się znaleźć, o tyle o kolejnych mogłam jedynie pomarzyć. W końcu udało mi się znaleźć ofertę osoby, która za naprawdę korzystną cenę chciała odsprzedać swoje ponad trzydziestoletnie egzemplarze z wydawnictwa Nasza Księgarnia! Niewiele myśląc zamówiłam i nie mogłam się doczekać, aż paczka dotrze. Moje książki mają pożółknięte i momentami rozlepione kartki, atrament blaknie, a ja nie mogą wyjść z zachwytu. Myślę o wszystkich, którzy trzymali te książki w swoich rękach i czuję, jak wielką wartość one mają.

Nauczyłam się już, że prawie każda sytuacja ma swoje dobre strony, wystarczy tylko postarać się je zobaczyć. Oczywiście trzeba w tym celu okazać zdecydowanie i silną wolę.

Historia rudowłosej dziewczynki

Gdy seria już do mnie przyszła zastanawiałam się, czy zacząć od pierwszej książki, którą kiedyś już przecież czytałam, czy od razu przejść do kolejnych części. Na szczęście zdecydowałam się na czytanie od początku. Okazuje się, że wcale nie pamiętałam z tej powieści tak wiele! Z perspektywy dorosłej kobiety zagłębiałam się w lekturę z zupełnie inną wrażliwością i świadomością niż jako dziewczynka w podstawówce. Były momenty, gdy Ani było mi tak bardzo żal… Były również fragmenty, które niesamowicie mnie wzruszały. Kartka po kartce jeszcze raz dorastałam, towarzysząc naszej bohaterce i nie mogłam się nadziwić, jak z zagubionej sieroty stawała się empatyczną, ambitną, wykształconą i godną istotą. Humorzaste dziecko przerodziło się w kobietę z klasą, a ja wciąż chciałam zatrzymać ją w pokoiku na facjatce, do którego Mateusz i Maryla w każdej chwili mogliby zajrzeć.

Zaczynam się przekonywać, że niedobrze jest być dorosłym. To, czegośmy pragnęli tak bardzo będąc dziećmi, nie wydaje się ani w części tak cudowne, gdyśmy to wreszcie zdobyli.

Książki na jesień

Jeśli miałabym wymieniać książki, po które warto sięgać szczególnie jesienią, to “Ania z Zielonego Wzgórza” zdecydowanie byłaby jedną z nich. Dla mnie najciekawsze jest to, że pomimo prostej konstrukcji powieści i jednego wątku, który rzadko jest poszerzany o inne ta książka nadal zachwyca. Po stu latach, gdy literatura przygodowa tak bardzo się zmieniła, a powieści obyczajowe wyrastają jak grzyby po deszczu życie Ani z Zielonego Wzgórza nadal wzrusza, budzi entuzjazm, wbija w fotel i staje się wzorem walki o marzenia i szczęście. Opowieść o Ani to także zachęta do samodzielnego myślenia i wybierania nietuzinkowych dróg:

Widzimy w niej ambicję, by być KIMŚ. Dziewczyna ma swoje cele, a bycie matką i żoną nie spełnia jej pragnień. Na wszystko chce zapracować samodzielnie i każdego dnia pokazuje, że jej życie jest wartościowe i wyjątkowe.

Dla mnie Avonlea to taka kraina ze snów, do której chciałabym się przenieść przynajmniej na miesiąc i poczuć zapach tamtych dni. Wyjątkowe realia, wobec których nie potrafię przejść obojętnie. Ja jestem zachwycona i polecam Ci tę książkę.

Jutro jest zawsze czyste, nieskalane żadnym błędem.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *