“Ania na uniwersytecie” – 45/2020

Dziś będziemy towarzyszyć naszej rudowłosej bohaterce podczas kolejnych kroków stawianych w jej dorosłym życiu. Jak wskazuje tytuł, tym razem Ania wyjeżdża z Avonlea na cztery długie lata, podczas których studiuje i ma nadzieję otrzymać tytuł magistra. Niezłomna, niezwykle ambitna i pewna siebie nawiązuje kolejne przyjaźnie, jeszcze głębiej wchodzi w rozterki ludzi dorosłych, prowadzi własne gospodarstwo i smakuje, czym jest wolność i niezależność.

Właśnie dorośliśmy i za dużo wiemy, by nadal w nasze baśnie wierzyć. Wiara wymaga odwagi, tymczasem gdy tylko nauczymy się czytać, dowiadujemy się,że mowa jest po to, by móc lepiej ukryć swoje myśli.

Ania na uniwersytecie

Po przeczytaniu kilku książek o Ani mogę powiedzieć, że ta wywarła na mnie najmocniejsze wrażenie. Momentami bardzo smutna, ukazująca prozę życie i czas, który przecieka nam przez palce. Choć Ania wyjeżdża na uniwersytet, to przez te cztery lata zyskuje o wiele większą wiedzę, niż ta zdobyta z książek. Obserwuje ludzi i otaczający ją świat, zawiera przyjaźnie i wchodzi w relacje z mężczyznami, samodzielnie zarabia i rozporządza swoim budżetem… Dotyka ją rzeczywistość zwyczajnych ludzi, ludzi którzy muszą się martwić samotnością, brakiem pieniędzy, zazdrością i konfliktami.

Jednocześnie Ania wypowiadała moje własne myśli, które od lat błąkają się po mojej głowie. Może właśnie dzięki temu jeszcze bardziej przeżywałam wszystkie zdarzenia i miałam wrażenie, że bezpośrednio dotykają one również mnie.

Pomyśl więc o tych wszystkich wielkich i szlachetnych duszach, które żyły i pracowały na świecie – rzekła Ania z zadumą. – Czyż to nie szczęście żyć po nich i odziedziczyć ich zdobycze i nauki? Pomyśl o wszystkich wielkich ludziach dzisiejszego świata. Czyż to nie szczęście, że możemy dzielić ich natchnienia? A potem o tych wszystkich wielkich duchach, co przyjdą po nas. Czyż to nie szczęście, że pracujemy, aby im przygotować drogę? Jeden choćby krok na ich drodze uczynić lżejszym?

Smutne powroty

Po każdym roku studiów Ania wracała do ukochanego Avonlea. Niestety ze smutkiem odkrywała, że cała wioska i mieszkający w niej ludzie bardzo się zmieniają. Z każdym kolejnym przyjazdem dowiadywała się o śmierci ludzi z wioski, o narodzinach kolejnych maluchów, ślubach, wydarzeniach. Również Maryla się starzała, a świat okrutnie pędził naprzód. Gdy Ania skupiała się na karierze, jej najbliższa przyjaciółka zdążyła wyjść za mąż i urodzić dziecko. Inne koleżanki i koledzy ze szkoły w Avonlea założyli własne rodziny, przejmowali gospodarstwa, rozwijali się w swojej małej ojczyźnie. Tylko Ania na nowo stawała się odmieńcem, który skupiony na edukacji i karierze coraz częściej słyszał plotki o własnym staropanieństwie.

Samotność coraz bardziej dawała się Ani we znaki i chwilami miała wrażenie, że kartki jej życia zamknęły się na stronicy, na której była spisana jedynie – przeszłość.

Ta książka wzbudziła we mnie wiele smutku. Lucy Maud Montgomery rewelacyjnie uchwyciła moment przejścia ówczesnych, młodych osób z dzieciństwa w dorosłość. Pokazała tego pełny wymiar: od noszenia dłuższych sukien i wysokiego upięcia włosów, przez wzajemne kłanianie się sobie, gdy jeszcze 2-3 lata wcześniej te same osoby w szkole goniły się i biły w ramach zabawy, wreszcie przez śluby, narodziny dzieci i pracę. Jednocześnie pokazała, jak niskie pole manewru oni mieli. Pracy i małżonków szukali w jednej wsi. Rzadkością była edukacja wyższa i wyjazdy. Panny, które znalazły bogatszych i pozamiastowych kawalerów były na językach, a ich kariera wciąż była komentowana.

Życie Ani

Sama Ania dostrzegała, że jej życie niezwykle przyspieszyło, a wszystko wokół się zmieniało. Tylko ona sama nie potrafiła pędzić tempem narzuconym przez społeczeństwo.

Otaczało ją zewsząd szczęście, które nie było jej własnym.

Chyba najsmutniejszym momentem dla mnie była choroba oraz śmierć jednej z dawnych koleżanek Ani z Avonlea. Autorka powieści pokazała przemijalność i nieprzewidywalność naszego życia. Jednocześnie zrobiła to w taki sposób, że nie sposób było nie zatrzymać się przy tej scenie choćby przez chwilę. Powieść o Ani na uniwersytecie niejednokrotnie wywoływała u mnie łzy i niestety były one spowodowane smutkiem oraz nostalgią. Ania stała się dorosła, ale w jej życiu zagościł smutek, ponure spojrzenie na rzeczywistość. Ja najbardziej nie mogłam poradzić sobie z obserwacją zmian, jakie zachodziły wśród mieszkańców miasteczka. Wszystko mijało, a dawne radości rozbrzmiewały już tylko echem.

Życie człowieka nie mogłoby być prawdziwie dojrzałe i pełne, gdyby nie było w nim żadnych smutków ani zmartwień.

Na szczęście zakończenie utworu zabiera z nieba chmury i pozwala Ani na zaczerpnięcie świeżego oddechu. Dziś nie zdradzę, co to takiego, ale zapewniam – serducho się rozgrzewa.

Tylko kwiaty od starego przyjaciela pasowały do momentu, w którym spełniały się dawne nadzieje.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *