“Ania z Szumiących Topoli” – 46/2020

Po dłuższej przerwie wracam do Was!

Dziś znów niczym nie zaskoczę, bo nadal zachwycam się Anią i powoli sunę przez kolejne powieści o niej. Tym razem przyszedł czas na czwartą z serii książkę. “Ania z Szumiących Topoli” znacząco różni się od trzech poprzednich powieści. I chyba właśnie dzięki tym różnicom tak dobrze mi się czyta i wędruje z rudowłosą bohaterką przez kolejne lata jej życia.

Bez baśni nie sposób się obejść, więc ktoś w końcu musi je wymyślać!

Ania z Szumiących Topoli

Tym razem towarzyszymy Ani, która już jako narzeczona Gilberta wyjeżdża na długie trzy lata, by uczyć w wymagającej szkole dla dziewcząt. W tym czasie jej ukochany musi skończyć studia, by młodzi wreszcie mogli się pobrać i zacząć wspólnie żyć. I choć obojgu wydawało się, że czas narzeczeństwa będzie się tak długo ciągnął, to w rzeczywistości ich przygody sprawiły, że rozłąka nie sprawiała im aż ta dużej trudności. Czytanie tej książki dało mi możliwość dostrzeżenia różnic pomiędzy życiem teraz, a życie sprzed stu lat. Młodzi pisali do siebie listy, żyli oddzielnie i tylko w wakacje mieli możliwość się spotkać. Ich relacja trwała, a wszystko miało swój odpowiedni moment. Może właśnie dlatego tak chętnie im towarzyszyłam i czułam każde drgnienie oraz różnicę nastroju?

Nowa Ania

Gdy czytałam tę książkę mogłam obserwować różnice, jakie pojawiły się w zachowaniu i myśleniu Ani. Dotychczas bardzo gwałtowna, niezależna, skupiająca się tylko na edukacji i karierze. Tymczasem każdy kolejny rok na studiach sprawił, że wszyscy jej znajomi poszli z życiem do przodu, a tylko ona pozostała w tyle. To sprawiło, że życie naszej bohaterki stawało się coraz smutniejsze i bardziej samotne. Dopiero naprawienie relacji z Gilbertem i narzeczeństwo zmieniły jej życie. Nasza wojująca i nienasycona wiedzą Ania zapragnęła się ustatkować i stworzyć własny dom. Wreszcie dojrzała do decyzji, że chce zostać żoną. Trzy lata spędzone w szkole dla dziewcząt zmieniły ją jeszcze bardziej. Stała się spokojniejsza, wyważona, dostojna. Młoda dziewczyna przerodziła się w świadomą kobietę, która swoją życzliwością i miłością mogłaby ogrzać wielkie miasto.

Starość! Czy my zestarzejemy się kiedykolwiek, Gilbercie? To chyba niemożliwe.

Liczne przygody

Podczas czytania “Ani z Szumiących Topoli” zachwycałam się również kontaktem, jaki bohaterowie mieli ze sobą. Nieustannie się spotykali, spędzali wspólne popołudnia, nie krępowali się, by przyjść na herbatę lub kolację. Brak technologii nie tworzył bariery, a jeśli ktoś chciał porozmawiać, to musiał zapukać do drzwi. Sąsiedzi zawsze byli na wyciągnięcie ręki i każdy miał się do kogo odezwać. I choć książka jest oczywiście fikcją, to poniekąd oddaje realia tamtejszych lat. Miałam możliwość porozmawiania ze starszymi osobami, które pamiętają jeszcze takie czasy. Gdy byli dziećmi lub byli młodzi – 70-80 lat temu – ludzie byli bliżej siebie. I to jedna z tych rzeczy, która bardzo mi się podobała w tej książce. Brak niepotrzebnego dystansu i ciągła obecność.

Nigdy nie jest się biednym, jeśli ma się coś do kochania.

Ukochana seria

“Ania z Szumiących Topoli” znacząco różni się od poprzedniej “Ani z Uniwersytetu”. Zupełnie odmienny nastrój utworu, myślenie Ani i jej przygody. Podczas trzech lat narzeczeństwa rozwiązała wiele problemów, nawiązała liczne przyjaźnie i znajomości, funkcjonowała w początkowo obcym jej mieście i nade wszystko starała się zawsze zachować spokój i godność. Polecam Ci przeczytać całą serię książek, bo to historia, w której można się zakochać. Przyjemnie odrywa od naszej rzeczywistości i przenosi do świata, z którego aż  żal wychodzić. To świat, do którego tęsknię i świat, którego już nie ma. I może właśnie dlatego tak wielkim sentymentem darzę całą serię.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *