“Ania ze Złotego Brzegu” – 48/2020

“Ania ze Złotego Brzegu” przenosi nas w czasie. Kończąc “Wymarzony dom Ani” żegnaliśmy młodą matkę i mężatkę. W nowej powieści witamy doświadczoną kobietę. Ma piątkę dzieci, szóste w drodze i od niespełna dziesięciu lat tworzy z Gilbertem rodzinę.

Razem z Gilbertem potrafią uczynić zwykłe, szare dni radosnymi i pięknymi. Niech sobie pada śnieg, niech wieje wiatr, nie zmąci to ich miłości. A potem nadejdzie wiosna.

Ania ze Złotego Brzegu

Tym razem zaglądamy do powieści, w której najważniejszym wątkiem są perypetie rodziny Ani. I tutaj po raz pierwszy najważniejsze stają się dzieci naszej rudowłosej bohaterki, a nie ona sama. Słyszymy ich myśli, dowiadujemy się o ich wątpliwościach, przemyśleniach i spojrzeniu na świat, towarzyszymy im podczas zabaw i rozmów z rówieśnikami. I co ciekawe, to pierwsza z książek z serii, która nie zachwyciła mnie w pełni. Mam wrażenie, że kreacje dzieciaków były za mało autentyczne, jakby autorce zabrakło już pomysłu. Wiem, że “Ania ze Złotego Brzegu”, choć jest szóstą pod względem chronologii powieścią, to została wydana najpóźniej, bo w 1939 roku. Może to właśnie ten dystans czasowy podczas tworzenia tekstu sprawił, że nie jest on już tak doskonały, jak te poprzednie.

Podróż w czasie

Wiem, że się powtarzam, ale tym, co zaskakuje mnie w każdej kolejnej powieści o Ani jest bieg czasu. Ja nadal widzę młodziutką dziewczynę, która uczy w szkołach młodsze dziewczęta. Jest pełna pasji, ambicji i czaru. Nadal nie mogę się nadziwić, że jej temperament i spontaniczność zostały zastąpione statecznością i nieskazitelnymi manierami. Pani Doktorowa – bo tak ją nazywają – uznawana jest za bardzo kulturalną, zawsze wyważoną i doskonale wykształconą mieszankę Glen. Bohaterowie liczą się z jej zdaniem i zważają na słowa, bo myślą, że nie wypada przy niej plotkować. Jednak w głębi serca to nadal jest ta sama Ania – pełna pasji, godności, charakterku i własnych zasad. Czas i doświadczenia jedynie trochę ją ugładziły.

Życie bohaterów prędko płynie, dzieci z poprzednich powieści są już dorosłe i mają własne rodziny, a nieopierzone nastolatki są teraz dojrzałe i pełne kultury. Mam wrażenie, że nie domknęłam jeszcze drzwi do przeszłości, a już muszę spoglądać naprzód.

Szczęście i ból, nadzieja i strach, ciągłe zmiany. Bezustanne zmiany! Nie można nic na to poradzić. Trzeba pogodzić się z tym, że przeszłość odchodzi, przyjmować teraźniejszość, kochać ją i uświadamiać sobie, że i ona też musi przeminąć. Wiosna, nawet najpiękniejsza, ustępuje miejsca latu, a lato – jesieni. Narodziny, małżeństwo, śmierć…

Macierzyństwo

“Ania ze Złotego Brzegu” pozwala nam w pełni przyjrzeć się Ani jako matce. Jest bardzo nowoczesna w kwestii wychowywania swoich dzieci. Nigdy im nie przerywa, nie śmieje się z ich absurdalnych stwierdzeń i pytań (sama doskonale pamięta, jak inni wyśmiewali ją, gdy była mają dziewczynką). Uważa również, że nie wolno bić swoich pociech, więc żaden maluch nigdy nie dostał klapsa. Biorąc pod uwagę, że mówimy o modelu wychowawczym sprzed stu lat, to trzeba przyznać, że autorka powieści miała bardzo zdrowe poglądy.

Tak naprawdę cała książka przepełniona jest miłością i monotonią. Życie mieszkańców Złotego Brzegu, w którym Ania i Gilbert osiedlili się po ślubie i tam też zostali płynie powoli, spokojnie i bez większych krzywd. Dzieci dorastają, Gilbert jest szanowanym i wysoce cenionym lekarzem, a Ania troszczy się o swoją rodzinę i z przykrością stwierdza, że powoli staje się panią w średnim wieku. Niemniej jednak nadal jest to urocza opowieść, z którą żal się żegnać.

 

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *