“Dolina Tęczy” – 49/2020

“Dolina Tęczy” to kolejna powieść z serii o naszej Ani. Jednocześnie znów nie towarzyszymy Ani, a jej dzieciom. Dorośli jedynie przewijają się w niektórych wątkach, lecz najważniejsze stają się emocje, przemyślenia i dorastanie naszych najmłodszych bohaterów. Tym, co urzekło mnie najbardziej w tej książce są liczne cytaty, które aż proszą się o chwilę uwagi.

Życie nie miałoby dla nas wartości, gdybyśmy nie potrafili kochać. Im mocniej kochamy, tym życie nasze jest bogatsze.

“Dolina Tęczy”

“Dolina Tęczy” to kontynuacja wydarzeń z poprzedniej powieści. Na naszych oczach dzieci Ani i Gilberta dorastają, mają własne problemy i swoje życie. Ich perypetie łączą się z przygodami czwórki rodzeństwa, które wprowadziło się niedawno na plebanię. Ich ojciec objął probostwo w Glen, a wraz z nim do wsi przyjechały jego dzieci. Pozbawione zmarłej matki żyją półdziko. Ojciec skupia się tylko na teologii, pisaniu płomiennych kazań (w których rzeczywiście jest wyśmienity) i rozważaniach dotyczących polityki, życia, religii. Nie ma głowy do spraw przyziemnych i choć nie robi tego celowo, to nie poświęca własnym dzieciom w ogóle uwagi.

Życie mieszkańców nadmorskiej kanadyjskiej wsi mija spokojnie, więc wyszukują kolejnych powodów do plotkowania i szukania sensacji. Dzieci ich prezbiteriańskiego proboszcza są doskonałą atrakcją. Bawią się na cmentarzu (bo tam mają najbliżej), chodzą w zniszczonych butach, połatanych pończochach i dziurawych ubraniach, nie wiedzą, jak się czasami zachować i żyją bez większych przeszkód oraz zakazów. Tutaj Lucy Maud Montgomery pokazała trudy rodzicielstwa i brak dojrzałości. Dzieci pastora są przykładem zaniedbania. Dziewczynki nie potrafią nawet zamiatać, bo nikt ich nigdy tego nie nauczył. To bardzo smutny wątek, który pokazuje, że miłość nie zawsze wystarcza.

Głupie pomysły

W powieści nie brak śmiesznych i jednocześnie zaskakujących przygód. Skoro większość rozdziałów skupia się na perypetiach dzieciaków, które pozbawione rodzicielskiej opieki same organizują sobie czas, to trudno oczekiwać, by zawsze były przykładne i rozsądne. Maluchy od pastora postanawiają same się wychowywać. Zakładają klub, w którym codziennie analizują swoje zachowanie i  wymyślają sobie kary za to, co nie powinno się wydarzyć. I tutaj znów smutny wątek – nie wiedząc, jak kara powinna wyglądać, wpadają na straszne pomysły. Przez jeden dzień nic nie jedzą, przez co córka pastora mdleje. Innym razem kilkuletni chłopiec musi wysiedzieć na cmentarzu do północy. W efekcie dostaje zapalenia płuc i z trudem udaje mu się z niego wyjść. Dzieciaki psocą, ale w głębi serca bardzo mocno przeżywają wszystkie plotki i zachowania dorosłych, którzy powinni skupić się na ich samotności, zamiast wbijać kolejne szpile. Stanęli jednak w trudnej sytuacji, więc zamiast pomóc, szukali sensacji.

Samotność

Jednym z głównych wątków powieści jest również samotność. “Dolina Tęczy” obfituje w kilku bohaterów, którzy nie mają partnerów lub rodziców i czują się z tym okropnie. Są zaniedbani, znudzeni monotonią życia, spragnieni ciepła, miłości i obecności. Oczywiście w powieści ostatecznie wszystko dobrze się układa – w końcu to Lucy Maud Montgomery – ale możemy zaobserwować trud, z jakim zmagali się wówczas ludzie. Samotność była powodem do wstydu. Stare panny borykały się z komentarzami i subtelnym odrzuceniem ze strony społeczeństwa. Wdowcy wciąż byli pod czujnym okiem starszych pań i musieli uważać na każde słowo lub gest.

To trudne, lecz warto pamiętać, że życie niejeden raz nas zaskakuje – zarówno w książkach, jak i w rzeczywistości.

Nigdy nie należy być pewnym, że życie nasze dobiega już kresu, bo kiedy nam się nawet zdaje, że los skończył pisać swą historię, to gdy odwracamy stronice księgi naszego życia, widzimy ze zdziwieniem świeżo napisany rozdział.

Czy polecam?

Mam wrażenie, że z każdą kolejną książką perypetie bohaterów stają się dla mnie coraz mniej interesujące. Moimi ukochanymi powieściami są “Ania z Szumiących Topoli” i “Wymarzony dom Ani”. Były przepełnione miłością, ciepłem, wyjątkowym klimatem dawnych lat, życiem ambitnej i wrażliwej Ani. Tutaj nie mamy młodej dziewczyny, a panią doktorową Blythe, która jest już w średnim wieku. Przeskoczyliśmy o kilkanaście lat do przodu i towarzyszymy jej dzieciom, które nie raz bywają złośliwe i mają swoje własne problemy. Maluchy nie rozczulają mnie tak, jak Ania, a ich dom nie przypomina tego z Zielonego Wzgórza. Nie czuję więc tak wielkiego sentymentu i uczucia, jakim darzyłam poprzednie powieści. Jednak “Dolina Tęczy” warta jest przeczytania, bo zapewnia ciągłość w losach wszystkich bohaterów. Tym bardziej, że powieść zakończyła się w taki sposób, że w kolejnych książkach możemy spodziewać się wojny i wywrócenia świata do góry nogami, co może być bardzo ciekawym wątkiem.

Jak długo się żyje, trzeba się wszystkim interesować – mawiała – inaczej nie ma różnicy między żywymi a umarłymi.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *