Co dobrego przyniósł mi rok 2020?

Równy rok temu, w styczniu, snułam liczne plany dotyczące tego, jak potoczy się kolejne 12 miesięcy mojego życia. Teraz, gdy należą one już do przeszłości czuję potrzebę podsumowania tego, co wydarzyło się w moim życiu, bo wiem, że wbrew pozorom rok 2020 był dla mnie naprawdę udany.

2020 – rok udany, czy do kosza?

Bardzo spodobało mi się, jak Agnieszka Maciąg zaznaczyła w swojej najnowszej książce, że minione miesiące były tak naprawdę próbą dla wielu z nas. Ci, którzy swój spokój, bezpieczeństwo i stabilność emocjonalną pokładali w świecie zewnętrznym mają za sobą trudny czas. Ja jednak czuję, że za mną naprawdę owocne, wymagające i rozwijające miesiące, które pozwoliły mi dotrzeć do siebie, wypracować pewne rutyny i skupić się na sobie. Tak, myślę, że to chyba najważniejszy rok w całym moim życiu. Wiele się u mnie wydarzyło, zmieniło, narodziło.

To pierwszy taki rok, kiedy w pełni zaczęłam skupiać się na sobie, swoich pragnieniach i rozwoju. Zaczęłam rozumieć potrzeby swojego organizmu oraz pracować ze swoim umysłem. Za nic w świecie nie chciałabym się cofnąć do spokojniejszego i mniej restrykcyjnego 2019, bo to był o wiele gorszy, znacznie bardziej apatyczny i pozbawiony ikry czas. Życie toczyło się obok mnie, a ja płynęłam z nurtem. Nie powiem, że nie jestem dumna z pewnych osiągnięć, ale przyznaję, że to nie był dla mnie najlepszy czas. Za to 2020 zostawił mnie odmienioną, spokojniejszą, o wiele bardziej świadomą.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Tobą nawykami lub zachowaniami, które udało mi się wypracować i które już od miesięcy są stałym elementem mojego życia. To właśnie między innymi dzięki nim jestem, jaka jestem, a jakość mojego życia przynosi mi satysfakcję.

1. Medytacja

Trąbię o tym na Blogu już od jakiegoś czasu, więc może od tego zacznę. Początkowo praktykowałam sporadycznie i o różnych porach dnia. Po pewnym czasie poczułam, że pragnę regularności. Moje myśli były zbyt rozbiegane i dostrzegłam, że już podświadomie czekam na medytację, tak jak na prysznic lub kawę. Z czasem wypracowałam w sobie nawyk porannej medytacji. I choć nie praktykuję codziennie, to zachowuję regularność 3-5 razy w tygodniu i w tym momencie jest to dla mnie odpowiednia ilość.

Zanim zaczęłam medytować myślałam, że to nudne, bezsensowne i wyświechtane. Kolejna moda wśród blogerów i youtuberów. Później jednak trafiłam na kilka mądrych książek, dzięki którym zrozumiałam, w czym rzecz. To coś, z czego nie da się zrezygnować, gdy się już zacznie. W końcu jak można chodzić z zamkniętymi oczami, skoro już raz miało się je otwarte…? 🙂

2. Joga

Jogę praktykuję znacznie rzadziej, ale też regularnie. Muszę czuć, że potrzebuję chwili ciszy i jeszcze głębszego kontaktu ze swoim ciałem. Włączam odpowiednią muzykę, zapalam kadzidełko i praktykuję. Tym, co zaskoczyło i jednocześnie urzekło mnie najbardziej była odmieniająca się świadomość własnych granic, pracy mięśni i otwarcia. Pamiętam, że po pierwszej praktyce czułam się dziwnie. Przyniosła mi ona doznania, których się nie spodziewałam. Przybierałam pozycje, jakich nigdy wcześniej moje ciało nie musiało wykonywać. Już po skończeniu czułam, że chcę więcej i kolejnego dnia znów praktykowałam. Jogę polecam jako świetną metodę na wyciszenie i pracę z ciałem – szczególnie dla osób mocno zestresowanych oraz mających problemy z postawą.

3. Odcięcie od mediów

Media są moim największym rozczarowaniem minionego roku. Podsycały paranoję, wzbudzały nieustanny lęk, przygniatały nadmiarem bezsensownych informacji i domysłów. Wczesną wiosną poczułam, że nie zamierzam dłużej uczestniczyć w tej szopce i sukcesywnie zaczęłam się od tego odcinać. Wcześniej w ogóle nie oglądałam TV, słuchałam jedynie radia i czytałam artykuły na portalach informacyjnych. Gdy moje ulubione stacje radiowe co drugą piosenkę zaczęły przeplatać “zostań w domu” i “bądźmy solidarni” rzygać mi się chciało i zrezygnowałam ze słuchania. A kiedy portale zaczęły szerzyć fake newsy i rzucać szokujące tytuły tylko dla klikalności, im też podziękowałam.

Teraz czuję się o WIELE spokojniejsza, bo wiem, że to ja sama dbam o swoje bezpieczeństwo, dostęp do potrzebnej wiedzy i warunki swojego życia. Spokój ma być we mnie, w nie wokół. To od mojej kondycji psychicznej zależy, jak spoglądam na otaczający mnie świat. Więcej na ten temat pisałam niedawno w tym artykule.

4. Wyciszony telefon

Lubię ciszę i spokój. Jednak dopiero w tym roku NAPRAWDĘ zaczęłam doceniać przyjemność, jaka płynie z braku niepotrzebnych dźwięków. Moja praca wymaga, by być elastycznym i móc się ze mną skontaktować. Niestety w pewnym momencie poczułam się tym zmęczona, przytłoczona. Nie chcę wciąż być in touch, online. Pragnę sama decydować o tym, kiedy i z kim będę rozmawiać, pracować lub niezobowiązująco kontaktować się. Dlatego też zmieniłam ustawienia swojego telefonu, który teraz automatycznie przestawia się. Od godziny 19:30 do 10:00 następnego dnia ma ustawiony tryb “nie przeszkadzać”. Zezwoliłam tylko na rozbrzmiewanie włączonych przeze mnie budzików oraz sygnał, gdy zadzwonią do mnie konkretne numery. Reszta świata i jego problemów musi poczekać. I uważam, że to jedna z lepszych decyzji w całym moim życiu.

Jestem pokoleniem, które do szkoły podstawowej chodziło bez telefonów, bo takich nie miało. Jednak jako nastolatka żyłam w czasach, w których pojawiły się wszystkie znane teraz portale społecznościowe, a moje życie zaczęło toczyć się równolegle z ich ingerencją w moją codzienność. Instagram, powiadomienia z Facebooka, wiadomości z Messengera, ciągłe maile, smsy i telefony. Jednym słowem – KOSZMAR. Cieszę się, że mam łatwy kontakt z innymi ludźmi i mogę pracować za pomocą urządzeń, ale nie odpowiada mi ich ingerencja w moją codzienność.

Gdy były Święta, wyciszyłam telefon na 3 dni. W okresie 31.12 – 3.01 też wciąż był wyciszony, a aplikacje nie przynosiły powiadomień. Jeśli chciałam skorzystać, to robiłam to wtedy, gdy chciałam, a nie kiedy dźwięki mnie przyzywały. I wychodzi na to, że świat się nie wali, gdy odpiszę znajomym po kilku dniach. Najbardziej odkrywcze były dla mnie pierwsze wieczory po wprowadzeniu tych ustawień, gdy robiłam herbatę, chwytałam książkę i żadne dźwięki mi nie przeszkadzały. Naprawdę gorąco Ci polecam!

5. Czytanie rozwijających książek

Jeśli regularnie tu zaglądasz, to dobrze wiesz, że kiedyś zbankrutuję z mojej przesadnej miłości do książek i kotów. Jednak w tym roku postanowiłam czytać o wiele więcej literatury skupiającej się na rozwoju osobistym oraz mojej szeroko pojętej edukacji. Sięgałam po książki, które prowadziły mnie w głąb siebie, zaczynały dyskusję na temat kondycji współczesnego świata, religii, mentalności ludzkiej, psychiki. Dzięki temu nie tylko robię to, co lubię, ale odkrywam, jak niewiele jeszcze wiem i jak wiele pragnę wiedzieć! Dzięki temu nieustannie się rozwijam i czuję, że sprawiam sobie tym doskonały prezent.

6. Zdrowsza żywność i kosmetyki

Za zwiększającą się wiedzą i samoświadomością idzie rozumienie potrzeb swojego organizmu oraz chęć pozostania jak najdłużej zdrowym i zgodnym z naturą. Dzięki temu udało mi się wyeliminować sporo niezdrowych produktów ze swojej diety, ograniczyć mięso oraz nabiał i znaleźć ich roślinne alternatywy, a także przejść na bardziej regularny i zbilansowany sposób żywienia. Zaczęłam również zwracać większą uwagę na skład kosmetyków, które kupuję, ich naturalność oraz nietestowanie na zwierzętach. Stale pracuję nad tym, by wyrobić sobie satysfakcjonującą mnie rutynę, która pozwoli mi robić mądre zakupy i dobrze planować swoją dietę. Tutaj myślę, że jestem już bliżej niż dalej.

7. Organizacja dnia

To nawyk, który towarzyszy mi już od lat, ale w 2020 roku poczułam, że przy nawale obowiązków i planów jest on niezwykle istotny. Mam tutaj na myśli odpowiednie gospodarowanie swoim czasem i planowanie go z wyprzedzeniem. Jeśli by zginął mój podręczny kalendarz, to znalazłabym się w solidnych tarapatach. Mam tak dużo na głowie, że nie jestem w stanie tego spamiętać, a tym bardziej rozłożyć w czasie bez zapisania. Planowanie i zapisywanie wszystkiego w kalendarzu ogromnie mi pomaga dostrzec, kiedy znajdę czas na coś innego niż praca, kiedy jestem w stanie z kimś się spotkać, wypocząć, zrobić trening, zająć się Blogiem, pisaniem, czymkolwiek… Uwielbiam organizację i bycie wierną ustalonemu wcześniej planowi dnia, więc staram się go przestrzegać. Chcę, by ład w moim umyśle przekładał się również na ład w moim życiu codziennym.

Czy zawsze było tak doskonale?

Oczywiście moje życie nie jest doskonałe. Sama mam sporo wad, zdarzają mi się nieplanowane sytuacje, a ja muszę się w nich odnaleźć. Jednak piszę dzisiaj o tym, co przyniósł mi rok 2020, bo wiem, że może potrzebujesz właśnie pomysłu na zmianę. Może borykasz się z przemęczeniem lub rezygnacją i zastanawiasz się, co zmienić, by Twoje życie zaczęło Cię cieszyć? Przyznaję, że minione 12 miesięcy stanowiło ogromny przełom w moim życiu, pozwoliło wiele ułożyć, zrozumieć i zaakceptować. Nie udało by się to, gdyby nie dobra organizacja, medytacja, skupienie na zdrowiu… Te wszystkie nawyki razem wzięte traktuję jako cegiełki, które w połączeniu pozwoliły mi zbudować mur zapewniający mi stabilność.

Niestety rok 2020 zweryfikował wiele moich planów. To był czas, kiedy musiałam skupić się na zdrowiu fizycznym, pożegnać ludzi, którzy zdążyli już zapuścić swoje korzenie jak i tych, którzy ledwie zakiełkowali. Walczyłam z nadmiarem stresu, myśli i pragnień. Separowałam się od mediów i głupoty, która wypływała z niejednej osoby. Szukałam własnej ścieżki. Wiem jednak, że to właśnie te doświadczenia przypomniały mi, co jest w życiu ważne. Pokazały, co się liczy. Były lekcją do odrobienia, bez której nie mogłabym teraz iść swoją ścieżką, bo byłabym zupełnie inna.

I kiedy inni oddychają z ulgą, że 2020 mają za sobą, ja go żegnam z ciepłem w sercu. 🙂

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *