Medytacja, a panowanie nad sobą

Jeśli regularnie tu zaglądasz, to dobrze wiesz, że medytuję. Praktykę odkryłam blisko 1,5 roku temu i od tego czasu nie wyobrażam sobie, by przestać. Wreszcie znalazłam sposób na kontakt z samą sobą, wyciszenie się, pozbieranie myśli i odkrycie, czego tak naprawdę pragnę. To tak, jakbym wreszcie się przebudziła. To jednak nie wszystko. Jedną z zalet, którą dostrzegłam po kilku miesiącach stała się umiejętność panowania nad sobą.

Panowanie nad sobą

Jestem bardzo emocjonalną osobą. Gdy się zdenerwuję, bardzo szybko się zapalam i jeszcze długo po wszystkim przeżywam to, co się wydarzyło. Równie mocno przeżywam to, co mnie zaboli, i to nawet nie w stosunku do mnie, ale innych osób czy świata. Przez to każdy dzień przynosi dawkę nowych emocji, z którymi w jakiś sposób muszę sobie poradzić. Jednocześnie jestem bardzo skrytą osobą i są takie rzeczy, o których z nikim nie rozmawiam, nawet z Mężem. Ci, którzy mnie poznają często mówią mi, że trzymam spory dystans i jestem zachowawcza. Gdy usłyszałam to po raz pierwszy, uznałam, że ktoś błędnie odczytał sygnały. Jednak w momencie, w którym inne osoby też zaczęły to dostrzegać, zrozumiałam, że coś jest na rzeczy.

Na zewnątrz mogę być spokojna, a w środku płonę. To trudne, ale pewne doświadczenia sprawiły, że nie zamierzam się odsłaniać, dawać siebie komuś innemu. Jednak później, w ciszy i samotności muszę przetrawić swoje emocje i to, co one ze mną robią. Gdy byłam młodsza, na porządku dziennym były u mnie biegunki na tle stresowym, bóle brzucha, potliwość, trzęsące się dłonie, gorączka czy łamiący głos. Chciałam coś z tym zrobić, ale nie bardzo wiedziałam, co mogę.

Poznałam siebie

Nie bez powodu mówię, że medytacja była dla mnie przebudzeniem. To dopiero dzięki niej udało mi się w pełni dogrzebać do samej siebie i po raz pierwszy zobaczyć, kim tak naprawdę jestem oraz czego pragnę. Tym samym zaczęłam pracować ze swoimi emocjami. Zaczęłam je analizować i zastanawiać się, dlaczego pewne rzeczy wpływają na mnie tak, a inne inaczej. Sytuacje, które wcześniej wydawały mi się nie do przeskoczenia lub paraliżowały mnie udało mi się oswoić. Dzięki temu trudne momenty nie są dla mnie już takie trudne.

Cierpienie lub trudności, które mnie spotykają stały się elementem życia, na który próbuję się przygotowywać. Tutaj ważna jest również filozofia/religia, którą przyjmuję, lecz w to nie chcę się zagłębiać. Wiem jednak, że mam dla siebie czas, w trakcie którego będę mogła wszystko przeanalizować i zrozumieć. Wszystko staje się lekcją do przepracowania, a skoro spotyka mnie ona, to rozumiem, że mam w sobie siłę, by sobie z nią poradzić. Dzięki trudnościom stajemy się lepszymi ludźmi, poznajemy swoje granice, stajemy przed wyborami, przy których odkrywamy, do czego potrafimy się posunąć i co jest dla nas naprawdę ważne.

Nerwowość

Medytacja nauczyła mnie panować nad sobą w stresujących sytuacjach. Po pierwsze pomocny jest tutaj równy oddech, ale dla mnie to tylko dodatek. Najistotniejsza jest świadomość, że nic nie muszę, a wszystko mogę. Bo tak naprawdę co nas zwykle stresuje? Spóźnienie na ważne spotkanie, kilka dni zaległości w spłacie za rachunki, trudne zadanie w pracy, niełatwa rozmowa, zbliżające się egzaminy, życie w nieprzyjemnej okolicy… Nie mówię, że nigdy nie stajemy przed dramatycznymi wyborami, ale one pojawiają się stosunkowo rzadko…

Zazwyczaj nasz stres wynika ze zwyczajnych, banalnych sytuacji dnia codziennego. I tutaj pomaga świadomość, że nic nie muszę, a jedynie mogę. Wiem również, że to, co mnie dziś stresuje za miesiąc całkiem zniknie z mojej pamięci i będzie czymś nic nieznaczącym. I najważniejsze: to, co przyprawia mnie o dreszcz nie jest niczym ważnym. Po prostu.

Warto przeanalizować swoje wartości i dostrzec, że to, co naprawdę istotne zwykle stoi niezachwiane. Martwimy się pierdołami, które niewiele zmieniają. Takie spojrzenie z boku pozwala się zdystansować i zrozumieć, że szkoda nerwów. Nie warto napinać mięśnie, zaciskać szczękę i przyspieszać oddech. Nasze ciało jeszcze długo później będzie musiało się z tym uporać. Wiem to sama, bo już dobrych kilka miesięcy temu pojawił się u mnie bruksizm. To był moment, gdy nerwy dosłownie mnie zżerały. Zaczęłam jeszcze więcej medytować, pracować nad sobą i w przeciągu kilku tygodni problem zacząć zwalniać, aż w końcu zniknął. Widzę zależność pomiędzy dolegliwością, a emocjami i wiem, że nasz umysł ma wielką moc.

Praca nad sobą

Gdy przez kilka dni nie medytuję, czuję się źle, nieswojo. Odłączam się od siebie i to nie działa dobrze. Widzę, że medytacja wnosi w moje życie samo dobro, więc gorąco Cię zachęcam do tego, by spróbować. Nie jestem psychologiem i dzielę się jedynie swoimi doświadczeniami, by pokazać Ci, że to nie tylko teoria. Coraz głębiej wchodzę w ten temat, czytam słowa mądrzejszych ode mnie i wiem, że medytacja to szalenie ważny temat, o którym powinniśmy rozmawiać.

Medytacja pozwoliła mi znacząco poprawić swoje panowanie nad sobą i wiem, że dzięki temu zrobiłam sobie ogromny prezent.

Ps.

Jeśli szukasz jeszcze więcej ciekawych treści, koniecznie zajrzyj na naszą Blogową Grupę! Kliknij tutaj.

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *