Mój kot jest u siebie. To TY jesteś gościem…

Bardzo podobają mi się tabliczki z napisami: W tym domu dodajemy sierść do jedzenia, picia i prania. Nie tolerujesz zwierząt, zostań za drzwiami. Choć są humorystyczne i przesadzone, to zwracają uwagę na ważny temat. Wielu osobom wydaje się, że wchodząc do cudzego domu mogą narzucać pewne zachowania, oczekując, że inni się do nich dostosują. Bez ogródek potrafią powiedzieć: weź tego sierściucha, bo nienawidzę kotów, są fałszywe, a jednocześnie wobec siebie oczekują szacunku. Zawsze zastanawia mnie, czy umieliby wejść i powiedzieć: zabierz tego bachora, bo tylko się drze albo powiedz swojemu mężowi, żeby stąd wyszedł, bo mnie wkurza.

Pogadajmy o kulturze osobistej, pewnych granicach i szacunku, który należy się wszelkiemu stworzeniu, nie tylko temu dwunożnemu.

Najpierw szacunek

Jak dla mnie pierwsza, podstawowa zasada. Jeśli przychodzę do czyjegoś domu, to wszystkich, którzy w nim są darzę szacunkiem i nie przekraczam granic dobrego smaku. Jeśli z kimś mam złe relacje i wiem, że może się nawiązać nieprzyjemna dyskusja, to po prostu nie idę tam, bo nie mam na to ochoty. I tutaj nie ma dla mnie rozróżnienia na zwierzęta i ludzi. Wszyscy żyjemy na tej samej planecie i jest ona domem wszystkich gatunków. To, że potrafimy latać w kosmos, budować wieżowce czy cokolwiek innego nie oznacza, że jesteśmy lepsi. Jesteśmy równi. Wiem jednak, że pod tym względem ludzkości przydałoby się trochę pokory.

Cieszę się, że coraz więcej osób dostrzega, że zwierzę jest częścią rodziny i zasługuje na taką samą troskę, uwagę, bezpieczeństwo i szacunek jak wszyscy inni. Dlatego też nie rozumiem, dlaczego niektórzy potrafią przyjść do kogoś i krytykować ich zwierzę, nazywając sierściuchem, śmierdzielem, niewdzięcznym itp. Ciekawe, czy innemu domownikowi powiedzieliby w twarz, że jest grubasem, śmierdzielem czy debilem. Hę?

Nie jesteś u siebie

Zawsze, gdy ktoś do nas przychodzi trzymamy swojego kota na rękach, żeby nie wybrał się w jakąś swobodną przechadzkę po bloku i okolicach. Bo wiadomo, te kilka sekund wolności zawsze smakuje najlepiej… 🙄 No i pewnego pięknego dnia przyszedł do nas jeden facet. Gdy otworzyłam drzwi, nie powiedział mi nawet dzień dobry tylko od razu wygłosił nie nie, ja nie lubię kotów.

Że co proszę…?

A co mnie to interesuje? Czy ja przychodzę do czyjegoś domu i w progu mówię nie nie, ja nie lubię dzieci. I żeby było jasne – ja rozumiem, że ktoś może sobie nie życzyć, żeby obce zwierzę go obwąchiwało, skakało po nim i zaglądało do kubka. Nie chcemy, by robili to też inni ludzie, więc ja to rozumiem i szanuję. Nie chcę nikogo wprawiać w dyskomfort, więc zawsze staram się tego pilnować. Jest jednak subtelna różnica pomiędzy zwróceniem uwagi, gdy czyjeś zwierzę mnie zaczepia, a ja nie czuję się przyjemnie czy bezpiecznie, a wygłoszeniem, że się kogoś nie lubi.

Po co o tym piszę?

By zwrócić uwagę na kulturę osobistą i szacunek. Mój kot jest u siebie. Tak samo jak u siebie jest Twój kot, Twój pies, Twój żółw, Twoje dzieci i Ty sam. Jesteś domownikiem, częścią tej wspólnoty, w której zawsze powinny być miłość i ciepło. I jeśli ktoś w to uderza, próbując dyktować warunki i spychać jednego z domowników do kąta, pokazując, że nie życzy go sobie widzieć, to coś jest nie tak.

Więcej wyważenia

Jeśli nie lubisz zwierząt i Cię wkurzają, to po prostu nie idź do kogoś, kto je ma. Zaproponuj spotkanie w restauracji, spacer, wizytę u siebie w domu. Wyjaśnij, jak to wygląda. Jeżeli ktoś jest ok, powinien to zrozumieć. I ja się denerwuję, gdy skacze po mnie obcy pies, ale jeśli jestem na jego posesji, to rozumiem, że chce sprawdzić, kto to i czy jest bezpieczny. Ludzie potrafią wchodzić w sferę prywatną innych osób, a jednocześnie są bardzo sztywni jeśli chodzi o czworonogi. Zadziwia mnie to.

Ja nie przepadam za dziećmi i bardzo przeszkadza mi, gdy ktoś nie potrafi się zająć swoimi pociechami. Jeśli z kimś rozmawiam, a maluch co zdanie przeszkadza z krzykiem, bo chce, by wszystko było po jego myśli, to się z tego po prostu wypisuję i kończę dyskusję. Nie mówię, że dzieciak mnie wkurza, bo dla kogoś ten dzieciak może być całym światem, a jego nerwowość może wynikać np. z choroby, której ja nie znam i nie rozumiem. I to jest ta subtelna różnica pomiędzy szukaniem rozwiązania a waleniem prosto w oczy, bez ogródek i smaku.

Marzę o świecie, w którym wszyscy mamy więcej empatii i szacunku. Jakże byłoby pięknie…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *