Już nie przejmuję się tak innymi ludźmi…

Kiedyś miałam spory problem z tym, że zbyt mocno przejmowałam się innymi ludźmi. Najbardziej uciążliwe było to w mojej pracy. Za wszelką cenę starałam się pomagać swoim podopiecznym. Dbałam o to, by zawsze znaleźć dla nich czas, przygotowywać potrzebne materiały, uczyć do sprawdzianów. Zauważyłam jednak, że to mi bardziej zależy. Przynosiło mi to frustrację. Przecież skoro ja się staram, to oni też chyba powinni, prawda?

Dzisiaj porozmawiamy o tym, jak przestać przejmować się innymi ludźmi i zamiast dbać o innych, zacząć wreszcie dbać o siebie.

Chciałam za bardzo

To chyba domena kobiet, że chcą za bardzo. Kosztem samych siebie próbujemy znaleźć czas dla wszystkich, którzy tego potrzebują. I ja kombinowałam, by każdemu poświęcić uwagę. I o ile w życiu prywatnym wszystko było okej, bo moi bliscy i przyjaciele odwdzięczali mi się tym samym, o tyle w pracy pojawiał się problem. Zajmuję się kilkoma rzeczami, między innymi jestem korepetytorem. Kiedyś bardzo mocno przejmowałam się swoimi uczniami. Głowiłam się nad tym, jak by im tu pomóc, zredukować stres związany z trudnymi przedmiotami, wszystko wytłumaczyć, przygotować do sprawdzianów. I czasami rodziła się we mnie frustracja, bo niestety nie wszyscy potrafili to docenić.

W pewnym momencie dostrzegłam, że chcę za bardzo. Na siłę naginam swój grafik, pracując po 10-12 godzin, gdy mnie o to nikt nie prosił. Dwoiłam się, by pomóc, ale to mi bardziej na tym zależało. Pamiętam jeden zimowy wieczór, gdy byłam już zmęczona, spięta i zirytowana, bo nie miałam na nic czasu, a i tak starałam się go jeszcze znaleźć. Zamknęłam wtedy laptopa i poszłam medytować, by się wyciszyć, zrozumieć, w czym leży problem i jak temu zaradzić.

Mój błąd

Zrozumiałam, że mój błąd polegał na tym, że za bardzo zależało mi na innych ludziach. I niestety często odbijało się to kosztem mnie samej – brak wolnego czasu, zmęczenie, irytacja, brak czasu na rozwój. Przeszkadzało mi to, a i tak nie umiałam się z tego wyrwać. Dopiero musiałam uświadomić sobie, że to każdy z nas powinien dbać o swój rozwój. Jeśli komuś na tym nie zależy, no to cóż, trudno. Czas, który dotychczas poświęcałam innym mogłam wreszcie poświęcić sobie. Zauważyłam, że mogę go spożytkować w zdecydowanie bardziej przyjemny, spokojny i wartościowy sposób. Chcąc rozwijać innych, zaczęłam rozwijać samą siebie.

Czy na pewno tego chcę?

Gdyby pół roku temu ktoś zapytał mnie, czy mu pomogę i poświęcę dla niego godzinkę, bez wahania bym powiedziała, że tak. Nieważne, że miałam już co innego w planach i musiałam to przełożyć. Teraz inaczej na to patrzę. Jeśli mam już plany i wiem, że zależy mi na nich, bo robię coś dobrego dla siebie, to ich nie przekładam. Zrozumiałam, że na pierwszym miejscu muszę stawiać siebie, nawet w takich sytuacjach. To mój rozwój jest priorytetem i to dla siebie powinnam zabiegać o czas. Dzięki temu jestem o wiele spokojniejsza i bardziej zadowolona z siebie i swojego życia. I chociaż nadal nie jest doskonale, bo łapię się na tym, że próbuję dbać o innych zbyt mocno, to szybko się ogarniam.

Dbanie o innych, a medytacja

To jest ciekawy wątek, bo dopiero dzięki medytacji, przyglądając się wszystkim tym sytuacjom z boku mogłam dostrzec, gdzie robię błąd. Dotychczas nie umiałam powiedzieć sobie STOP. Teraz już wiem, że nie wszyscy chcą naszej pomocy i nie wszyscy chcą się rozwijać, po prostu. Nie każdy zostanie orłem. Zamiast oczekiwać od innych, by każdego dnia stawali się mądrzejsi, zaczęłam oczekiwać od siebie. I teraz czuję, że to właściwa droga.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *