Maj – Czytelnicze Podsumowanie

W tym miesiącu powoli udaje mi się zwalniać. Zyskałam kilka dodatkowych godzin w tygodniu, które zwykle poświęcałam na czytanie książek. W maju przebrnęłam aż przez 6 i muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego wyniku. Mam dla Ciebie trzy powieści oraz trzy tytuły z zakresu rozwoju osobistego i zdrowia. Ten miesiąc kojarzy mi się z dłuższymi porankami i przyjemnym wylegiwaniem się w fotelu z książką. Lećmy więc po kolei…

15. Garry Gilfoy – “Zobaczyć więcej”

Dla mnie ta książka to przede wszystkim ciekawa podróż przez świat, który jest dla mnie niezwykle zaskakujący. Autor opowiada o swoich doświadczeniach z inkarnacją, duchowością, wsparciem ze strony przewodników, powracaniem do poprzednich wcieleń. Próbuje wytłumaczyć, jak należy rozumieć ten świat osobom, które dotychczas nie stykały się z tym tematem. I jest to oczywiście mocno dyskusyjne i kontrowersyjne, a każdy z nas może mieć odmienne poglądy odnośnie poruszanych w tej książce kwestii. Niemniej jednak uważam, że warto po nią sięgnąć, ponieważ w bardzo prosty i przystępny sposób tłumaczy pojęcia, które dla osób niezwiązanych z tematem są zupełnie obce. Dzięki niej poznajemy nową perspektywę. A to, co z nią zrobimy i czy uznamy ją za stek bzdur czy podpowiedź, to już nasza sprawa. 😉 

16. Stefanie Stahl – “Jak myśleć o sobie dobrze?”

Tej pani nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Mam w swoim domu kilka jej książek, jednak “Jak myśleć o sobie dobrze?” jest pierwszą, którą dotychczas przeczytałam. Muszę przyznać, że naprawdę jestem nią zachwycona. Stefanie Stahl odwaliła kawał dobrej roboty, przygotowując rzetelne materiały i składając je w całkiem przyjemną i zrozumiałą książkę. To jeden z niewielu poradników z zakresu rozwoju osobistego, który faktycznie dużo wnosi w nasze życie. Mam tu na myśli przede wszystkim osoby, które mają problem z poczuciem własnej wartości i nie potrafią spojrzeć na siebie obiektywnie. I choć sama mam to już za sobą, to i tak parokrotnie łapałam się na tym, że niektóre wątki wciąż są dla mnie aktualne. Naprawdę rewelacja, polecam każdemu.

17. Michael Mosley – “Jelita wiedzą lepiej”

O tej książce zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Miałam ją na swojej liście i podczas jednego z ostatnich wypadów do księgarni nie mogłam się już powstrzymać. Bałam się, że będzie napisana zbyt trudnym i nudnym językiem, przez co będę miała spory problem, by w ogóle przez nią przebrnąć. I tutaj wielki plus dla autora oraz tłumaczki za korzystnie z prostego, przyjemnego języka. Przez tę książkę dosłownie się leci. Już od jakiegoś czasu mam w planach zgłębić temat diety i pracy naszego organizmu i powoli w niego wchodzę. Myślę, że to całkiem dobra pozycja jak na pierwszy raz. Wyniosłam z niej sporo cennych informacji, kilka ciekawych przepisów oraz zupełnie nowe spojrzenie na jedzenie. Moi Drodzy, naprawdę warto ją przeczytać.

18. Gabriela Gargaś – “Dzień Kobiet”

To zdecydowanie najgorsza wśród wszystkich przeczytanych w maju książek. Nie lubię obyczajówek, które są totalnie oderwane od rzeczywistości. Gabriela Gargaś proponuje nam sylwetki bohaterek, które pomimo chorób, złamanych serc, rozwodów i problemów wciąż są silne i niezłomne. I choć wiele z przytoczonych wydarzeń mogłoby faktycznie zaistnieć, o tyle dialogi i myśli, które błąkały się po głowach bohaterów to istna katastrofa. Kwiecisty język, lukier, tylko głębsze refleksje ubrane w wyszukane słowa. Każdy myśli o miłości, bliskości z drugim człowiekiem, wyciąga wnioski ze wszystkich relacji i prowadzi wzruszające dyskusje. No niestety, ale nie, nie kupuję tego. Dokończyłam czytać tylko dlatego, żeby sprawdzić, czy losy bohaterów też skończą się w tak słodkopierdzący sposób, czy może będą miały w sobie coś intrygującego. Tej książki Wam nie polecam, moim zdaniem szkoda na nią czasu i pieniędzy.

19. Robert Dugoni – “Jej ostatni oddech”

Towarzyszymy pani detektyw, która próbuje rozwikłać zagadkę dotyczącą makabrycznych morderstw dokonywanych na tancerkach erotycznych. Jednocześnie przyglądamy się jej życiu osobistemu, w którym również piętrzą się problemy. Nie chcę spoilerować, by nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Muszę jednak przyznać, że ta książka mocno mnie wciągnęła. W wolnych chwilach szybko po nią sięgałam, byleby dowiedzieć się, o co tutaj tak naprawdę chodzi. Jak dla mnie bardzo dobrze opracowany kryminał, nie mam się do czego przyczepić. Świetna książka na weekend.

20. Jayne Ann Krentz – “Dziewczyna, która widziała za dużo”

Początkowo ta książka mnie nie zachwyciła. Na dzień dobry mamy wprowadzonych kilka pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, przez co trudno się połapać, o co tak właściwie chodzi i kto kim jest. Mamy tajemnicze morderstwo i bohaterkę, która musi uciekać i zmienić swoją tożsamość, żeby ocaleć. W narracji brakowało mi efektu wow, który by sprawił, żebym nie mogła się oderwać i chciała jak najszybciej poznać zakończenie. Urzekły mnie jednak czasy, w których to wszystko się dzieje. Przenosimy się do lat 30′ ubiegłego wieku, do Stanów Zjednoczonych. I tutaj już jestem zauroczona – strojami, zachowaniami bohaterów, ich wypowiedziami i manierami. To trochę inny świat niż ten, który my znamy. I chyba właśnie to najbardziej mi się spodobało. Uważam, że właśnie dla takich smaczków warto tę książkę przeczytać.

Ps.

Zapraszam Cię na naszą Blogową Grupę! Kliknij tutaj.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *